Álvarez chce Barcelony. Reszta czeka w kolejce
Julián Álvarez miał jasno wskazać swój priorytet. Według najnowszych doniesień otoczenie Argentyńczyka skupia się przede wszystkim na FC Barcelonie, choć sytuację uważnie obserwują także PSG i Arsenal.
Brzmi pięknie? No właśnie — brzmi. Bo po drugiej stronie siedzi Atlético Madryt, które na razie nie zamierza nawet udawać, że temat sprzedaży jest otwarty. Klub nie dostał oficjalnych ofert, nie chce negocjować, a w tle dalej widnieje absurdalna klauzula odstępnego w wysokości 500 milionów euro.
Co więcej, w hiszpańskich mediach przewija się też wersja, że jeśli Atlético w ogóle zdecyduje się sprzedać Álvareza, to na pewno nie będzie chciało wzmacniać Barcelony. Innymi słowy: Madryt może otworzyć drzwi, ale raczej nie tym korytarzem, którym na Camp Nou już ustawili czerwony dywan.
Barcelona znowu więc znajduje się w swoim ulubionym miejscu: piłkarz podobno chce przyjść, kibice już zaczynają marzyć, media pompują temat, a klub musi najpierw znaleźć pieniądze, miejsce w limitach i sposób, żeby przekonać Atlético do rozmów.
PSG i Arsenal czekają. Barça liczy, że samo „marzenie o Camp Nou” wystarczy, żeby uruchomić domino. Problem w tym, że Atlético raczej nie wygląda na klub, który wzruszy się romantyczną historią o projekcie sportowym i płatnościami rozłożonymi na kilka dekad.
Na razie Álvarez może chcieć Barcelony. Pytanie, czy Barcelona może pozwolić sobie na Álvareza — i czy Atlético w ogóle odebrałoby telefon z Katalonii.
