Hiszpania uratowana
Hiszpania długo męczyła bułę z Portugalią tak, jakby ktoś im przed meczem puścił odprawę taktyczną prosto z Camp Nou: dużo podań, dużo wiary w „projekt”, mało konkretów i klasyczne czekanie, aż przeciwnik sam się znudzi.
I kiedy już wydawało się, że zaraz będziemy oglądać dogrywkę, wszedł Ferran Torres i dograł piłkę do Mikela Merino. Gol. 1:0. Hiszpania prowadzi. Portugalia na deskach.
Problem tylko w tym, że bohaterem jest Merino, a Ferran zrobił to, co w Barcelonie uchodzi za wydarzenie sezonu — podał dokładnie do kolegi.
To jest właśnie piękne. Barcelona potrafi świętować asystę rezerwowego tak, jakby odbudowała La Masii, spłaciła długi i wygrała Ligę Mistrzów w jednym wieczorze. Jeszcze chwila i usłyszymy, że to był efekt DNA Barçy, chociaż przez większość meczu Hiszpania wyglądała, jakby sama próbowała zrozumieć, po co tyle dotyka piłkę.
A Portugalia? Ronaldo i spółka walczyli, próbowali, szukali konkretu, ale na koniec dostali klasyczny hiszpański rachunek: 90 minut usypiania, jedna akcja i wszyscy mają udawać, że to był genialny plan.
Najzabawniejsze jest to, że jeśli Hiszpania awansuje, Barcelona będzie mówiła o „swoim wkładzie”. Jeśli odpadnie w kolejnym meczu, to oczywiście winny będzie kalendarz, murawa, sędzia, klimat, FIFA i pewnie jeszcze Real Madryt.
Bo w Barcelonie sukces zawsze ma ojca. Porażka ma komunikat prasowy.
PORTUGALIA 0:1 HISZPANIA
Stadion: Dallas Stadium, Arlington, TX
Gol: Mikel Merino 90+1’
