Nuno Mendes Schował Pilota do Telewizora z Napisem „Lamine Yamal”
W Barcelonie już pewnie szykowali specjalny dokument: „90 minut geniuszu, którego świat jeszcze nie zrozumiał”. Problem w tym, że przez sporą część meczu Lamine Yamal zamiast czarować, odbijał się od Nuno Mendesa jak od ściany z napisem: „tutaj kończy się marketing, zaczyna się futbol”.
Portugalczyk nie potrzebował konferencji prasowej, złotych porównań do Messiego ani kolejnego posta o „dziecku, które zmienia historię”. Po prostu wyszedł, zamknął korytarz i przez długi czas zrobił z prawej strony Hiszpanii strefę ciszy nocnej.
Yamal próbował, kręcił, szukał miejsca, ale Mendes wyglądał, jakby dostał przed meczem jedną instrukcję: „nie daj Barcelonie materiału na grafikę”. I trzeba przyznać — wykonał ją lepiej niż niejedna dźwignia Laporty.
Dopiero gdy Portugalczyk musiał zejść z urazem, nagle zrobiło się trochę luźniej. Czyli klasyka: w Barcelonie nadzieja wraca dopiero wtedy, gdy przeciwnik opuszcza boisko.
A potem i tak przyjdzie narracja, że Lamine „dojrzewa”, „uczy się wielkich meczów” i „pokazuje osobowość”. Jasne. Tylko że tym razem największą osobowość w tym pojedynku miał Nuno Mendes — człowiek, który przez kilkadziesiąt minut przypomniał, że hype nie drybluje za ciebie.
