Cucurella wybrał Real. Barça wcześniej wybrała ciszę
Marc Cucurella wyjaśnił swój transfer do Realu Madryt i właściwie jednym zdaniem zakończył całą romantyczną opowieść o wychowankach La Masii: Barcelona nigdy do niego nie zadzwoniła. Real zadzwonił, przedstawił konkretny plan i okazał mu zaufanie. Jak widać, czasami do przeprowadzenia transferu potrzebne jest coś więcej niż wspólne zdjęcie sprzed piętnastu lat i hasło o klubowym DNA.
Reprezentant Hiszpanii przyznał, że decyzja w 90% miała charakter sportowy. W Chelsea był szczęśliwy, ale kiedy pojawiła się oferta z Madrytu, uznał ją za szansę „teraz albo nigdy”. Kibice Barcelony mogą tego nie rozumieć, bo — jak zauważył sam Cucurella — kibice są romantykami. Kluby natomiast bywają romantyczne głównie wtedy, gdy były zawodnik odnosi sukcesy już gdzieś indziej.
Najbardziej zabawne jest to, że Cucurella nadal z dumą mówi o La Masii i nie odcina się od swojej przeszłości. Problem w tym, że Barcelona odcięła się od niego znacznie wcześniej. Gdy trzeba było dać mu prawdziwą szansę, ruszył w świat. Gdy stał się gwiazdą Premier League, Barça nadal milczała. Gdy zgłosił się Real, nagle pojawiło się oburzenie, że wychowanek nie poczekał na telefon, którego nikt nie zamierzał wykonać.
Teraz Cucurella siedzi na zgrupowaniu z ośmioma piłkarzami Barcelony i żartuje, że za miesiąc rozpocznie się wojna. Spokojnie — pierwszą bitwę Real już wygrał. Wystarczyło podnieść słuchawkę.
