Barcelona Poucza Real, jak Rozsądnie Wydawać Pieniądze
Romain Molina twierdzi, że sprowadzenie Yana Diomandé może kosztować Real Madryt ponad 100 milionów euro, a z bonusami nawet około 120 milionów. Molina to francuski dziennikarz śledczy specjalizujący się w piłce nożnej. Zajmuje się przede wszystkim agentami, federacjami, korupcją i sprawami zamiatanymi przez futbolowe władze pod dywan. Publikował między innymi w „The Guardian”. Nie jest więc człowiekiem Barcelony, ale jego materiał został w katalońskim środowisku przyjęty jak gotowy podręcznik do pouczania Realu.
Według dziennikarza wokół 19-letniego Diomandé krążą byli agenci, mentorzy, spółki od praw do wizerunku i kolejne roszczenia prawne. W ciągu dwóch lat zawodnik miał pięciokrotnie zmienić agenta, a same prowizje i premia za podpis mogą zbliżyć się do 20 milionów euro. PSG podobno zobaczyło tę kolejkę po pieniądze i spokojnie wyszło tylnym wejściem. Real nadal negocjuje.
W katalońskich mediach już pojawiły się więc pytania, czy w Madrycie pracują ludzie głupi, chciwi albo niekompetentni. To cenna lekcja zarządzania od środowiska skupionego wokół klubu, który potrafi przez całe lato kupować zawodników, a później zastanawiać się, czy wolno mu ich zarejestrować. Gdy Real ryzykuje własnymi pieniędzmi, potrzebna jest komisja śledcza. Gdy Barça uruchamia kolejną dźwignię, nazywa się to kreatywnym projektem sportowym.
Na razie nie ma żadnego dowodu, że ktokolwiek w Realu otrzyma ukrytą prowizję. Są poważne zarzuty Moliny i wyjątkowo głośna satysfakcja po katalońskiej stronie. Barcelona może nie wiedzieć, kogo uda się zgłosić przed pierwszą kolejką, ale najwyraźniej doskonale wie, za ile Real powinien kupować skrzydłowych.
