Dziewięć lat temu Real rozjechał Barcelonę 5:1
Są takie dwumecze, po których przegrany próbuje szybko zmienić temat. Ten Barcelona najchętniej usunęłaby razem z całym sierpniem 2017 roku. Dokładnie dziewięć lat temu Real Madryt wygrał rewanż o Superpuchar Hiszpanii 2:0 i zamknął rywalizację wynikiem 5:1.
Pierwsze spotkanie rozegrano 13 sierpnia na Camp Nou. Barcelona zdołała odpowiedzieć tylko golem Lionela Messiego z rzutu karnego, natomiast dla Realu trafili Cristiano Ronaldo i Marco Asensio. Wynik otworzył samobójczym golem Gerard Piqué, a Asensio zakończył wieczór kapitalnym uderzeniem z dystansu.
Trzy dni później drużyna Zinédine’a Zidane’a dokończyła pracę na Santiago Bernabéu. Barcelona przyjechała z nadzieją na remontadę, ale Marco Asensio potrzebował zaledwie czterech minut, żeby sprowadzić ją na ziemię. Hiszpan ponownie huknął lewą nogą zza pola karnego i nie dał Marcowi-André ter Stegenowi szans.
Karim Benzema podwyższył na 2:0 jeszcze przed przerwą. Przyjął piłkę w polu karnym, zgubił Samuela Umtitiego i spokojnie zakończył akcję. Przez całą drugą połowę Real kontrolował sytuację, a Barcelona mogła już właściwie tylko odliczać minuty do wręczenia trofeum rywalowi.
Asensio został wówczas dopiero czwartym piłkarzem Realu Madryt, który strzelił Barcelonie w obu spotkaniach jednego dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii. Wcześniej dokonali tego Iván Zamorano, Raúl González i Cristiano Ronaldo. Co ważne, oba trafienia Asensio były efektownymi uderzeniami lewą nogą spoza pola karnego.
Real zdobył w ten sposób dziesiąty Superpuchar Hiszpanii w swojej historii. Było to również drugie trofeum zespołu Zidane’a w tamtym sezonie, zaledwie kilka dni po pokonaniu Manchesteru United w Superpucharze UEFA. Francuz miał wtedy bilans siedmiu wygranych finałów w siedmiu próbach.
Dla Ernesto Valverde był to natomiast pierwszy oficjalny dwumecz w roli trenera Barcelony. Trudno wymyślić bardziej brutalne powitanie: dwie porażki, pięć straconych bramek i Real świętujący na oczach jego zespołu. Nie każdy nowy projekt dostaje okres ochronny. Ten nie dostał nawet tygodnia.
