Diomande bez presji po rekordowym transferze
Yan Diomande trafił do Realu Madryt za kwotę, która wielu dziewiętnastolatkom mogłaby skutecznie odebrać spokojny sen. Iworyjczyk podchodzi do niej jednak zupełnie inaczej. Nie widzi ciężaru. Widzi dowód, że klub naprawdę na niego postawił.
Według medialnych doniesień Real zapłacił RB Lipsk 125 milionów euro, a kolejne 15 milionów zapisano w bonusach. To najwyższa podstawowa kwota transferowa w historii madryckiego klubu. Diomande podpisał umowę do czerwca 2033 roku, więc nie został sprowadzony jako chwilowa zachcianka. Real zainwestował w zawodnika, który ma stanowić o sile ataku przez wiele kolejnych sezonów.
Młody skrzydłowy opowiedział o kulisach przeprowadzki w rozmowie ze SportyTV. Został zapytany między innymi o presję wynikającą z ceny transferu. Jego odpowiedź była prosta.
– Nie czuję presji. Dlaczego miałbym się bać? Skoro wydali na mnie tyle pieniędzy, to znaczy, że we mnie wierzą – powiedział Diomande.
To wygodne podejście, ale jednocześnie jedyne rozsądne. Kwoty ustalali działacze Realu i RB Lipsk, nie sam zawodnik. Diomande nie będzie przecież biegał szybciej tylko dlatego, że przy jego nazwisku pojawiło się dodatkowe zero. Ma robić to, dzięki czemu znalazł się w Madrycie: atakować rywali, korzystać z szybkości i bez strachu wchodzić w pojedynki.
Ciekawie wyglądały również kulisy pierwszego kontaktu z José Mourinho. Portugalczyk zadzwonił do zawodnika około piątej rano czasu lokalnego i rozpoczął rozmowę po francusku. Diomande przyznał, że był tym zaskoczony. Sam fakt, że trener wstał o takiej porze, aby z nim porozmawiać, odebrał jako sygnał, że zajmuje ważne miejsce w planach nowego Realu.
Tu Mourinho zagrał swoją partię jeszcze przed pierwszym treningiem. Nie potrzebował wielkiej prezentacji ani długiego przemówienia. Wystarczył telefon o absurdalnej godzinie i kilka zdań w języku zawodnika. Diomande dostał jasny komunikat: trener wie, kogo chce, i zamierza osobiście pilnować jego rozwoju.
Iworyjczyk uważa Mourinho za odpowiedniego szkoleniowca na tym etapie kariery. Jak sam zauważył, młodzi piłkarze potrafią czasami stracić koncentrację i potrzebują trenera narzucającego jasne zasady. Portugalczyk ma wystarczająco silną osobowość, żeby trzymać drużynę w ryzach, a Diomande nie ukrywa, że właśnie tego oczekuje.
Dziewiętnastolatek nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią na propozycję. Jego zdaniem Realowi Madryt zwyczajnie się nie odmawia. Teraz pozostaje najtrudniejsza część: pokazać na boisku, dlaczego klub zdecydował się pobić dla niego własny rekord transferowy.
Pierwsze słowa brzmią odważnie. Bez fałszywej skromności, bez uciekania od ceny i bez zapewnień, że w ogóle o niej nie myśli. Diomande wie, ile kosztował. Po prostu nie zamierza pozwolić, żeby ta liczba grała za niego.
Źródło: SportyTV / Managing Madrid
