Metropolitano skreśliło Álvareza. Gwizdy przy każdym kontakcie z kibicami
To już nawet nie jest kryzys w relacji Juliána Álvareza z kibicami Atlético. To wygląda jak publiczne wypowiedzenie umowy przez trybuny.
Argentyńczyk wrócił do kadry na mecz z Villarrealem i jeszcze zanim zdążył zrobić cokolwiek na boisku, Metropolitano jasno powiedziało mu, co sądzi o całej transferowej sadze. Kiedy stadionowy spiker odczytał jego nazwisko, odpowiedziała mu potężna fala gwizdów. Nie kilku zdenerwowanych ludzi pod narożnikiem. Praktycznie cały stadion dał Álvarezowi bardzo czytelny komunikat.
A później było tylko gorzej.
Kibice gwizdali także wtedy, gdy napastnik wyszedł na rozgrzewkę. Kiedy w drugiej połowie szykował się do wejścia na murawę, reakcja się powtórzyła. Powrót zawodnika, który jeszcze niedawno był jedną z największych gwiazd Atlético, zamienił się w coś pomiędzy referendum a publicznym sądem.
Trudno też udawać, że nie wiadomo, skąd ta wściekłość. Álvarez przez całe lato był łączony z Barceloną i nie ukrywał, że chciałby opuścić Madryt. Atlético konsekwentnie blokowało jego odejście, a część kibiców odebrała zachowanie Argentyńczyka jak próbę wymuszenia transferu do ligowego rywala.
Kilka dni wcześniej wokół ośrodka treningowego pojawiły się nawet transparenty z hasłem „Julián fuera” i przekreślonym numerem 19.
No cóż. Atlético zatrzymało zawodnika.
Tylko wygląda na to, że zapomniało zatrzymać jego relację z własnymi kibicami.
Álvarez pozostaje zawodnikiem Atlético, Barcelona nadal przewija się w tle całej historii, a do zamknięcia okna transferowego zostało jeszcze trochę czasu. Po tym, co wydarzyło się na Metropolitano, trudno jednak uwierzyć, że wszystko wróci po prostu do normy.
Klub może zablokować transfer.
Znacznie trudniej zablokować kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy właśnie pokazali napastnikowi, że mają go serdecznie dość.
