Dziewięciu na jedenastu wystarczyło
Real Madryt przegrywał w dwumeczu, stracił gola na własnym stadionie i kończył spotkanie w dziewięciu. Normalnie byłby to wystarczający zestaw argumentów, żeby pogodzić się z porażką. 24 sierpnia 2008 roku na Santiago Bernabéu logika dostała jednak wieczór wolny.
Pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii zakończył się zwycięstwem Valencii 3:2. Ruud van Nistelrooy dwukrotnie trafiał na Mestalla, lecz odpowiedzieli Juan Mata, David Villa i Vicente. Przed rewanżem Real musiał więc odrabiać straty.
Sytuacja stała się jeszcze gorsza w 33. minucie. David Silva oddał precyzyjny strzał zza pola karnego i wyprowadził Valencię na prowadzenie. W dwumeczu było już 4:2, a kilka minut później Rafael van der Vaart zobaczył bezpośrednią czerwoną kartkę za faul na Macie.
Real schodził na przerwę w dziesięciu, z dwoma golami do odrobienia. Valencia miała przewagę zawodnika, wynik i wszystkie powody, żeby spokojnie dowieźć trofeum do końca. Zabrakło tylko najważniejszego: kontroli nad tym, co wydarzyło się po przerwie.
W 50. minucie Raúl Albiol zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, a Van Nistelrooy wykorzystał jedenastkę. Holender dał Realowi nadzieję, po czym w drugiej połowie otrzymał drugą żółtą kartkę. Gospodarze zostali w dziewięciu.
I właśnie wtedy rozpoczęła się właściwa część tego meczu.
W 76. minucie Sergio Ramos dopadł do piłki po zamieszaniu w polu karnym i zdobył bramkę na 2:1. Taki wynik dawał Realowi trofeum dzięki golom strzelonym na wyjeździe, ale drużyna Bernda Schustera nie zamierzała spędzać końcówki na rozpaczliwym bronieniu.
Rubén de la Red, który pojawił się na boisku w 79. minucie, sześć minut później uderzył z dystansu i podwyższył na 3:1. Następnie Gonzalo Higuaín wykorzystał błąd defensywy, minął Timo Hildebranda i strzelił czwartego gola. Real zdobył trzy bramki w ciągu 12 minut, grając w dziewięciu przeciwko jedenastu.
Fernando Morientes odpowiedział jeszcze w 90. minucie, ale dla Valencii było już za późno. Real wygrał 4:2, cały dwumecz 6:5 i sięgnął po ósmy Superpuchar Hiszpanii w historii klubu.
Valencia przez większość drugiej połowy posiadała liczebną przewagę. Real miał za to Ramosa, De la Reda, Higuaína oraz przekonanie, że skoro sytuacja wygląda beznadziejnie, to najwyraźniej można już zacząć grać bez zbędnych ograniczeń.
Osiemnaście lat później tamten finał pozostaje jednym z najbardziej absurdalnych zwycięstw Realu Madryt. Nie dlatego, że zespół wygrał mimo dwóch czerwonych kartek. Wygrał dlatego, że po drugiej czerwonej kartce strzelił trzy gole.
Źródła: Real Madryt – oficjalne wspomnienie ósmego Superpucharu Hiszpanii · UEFA – archiwalna relacja z finału · ANSA/Emol – relacja opublikowana w dniu meczu
