Real zmarnował wszystko w Sewilli. Gol anulowany, karny Mbappégo niewykorzystany
Real Madryt przegrał z Betisem 0:1 po golu Troya Parrotta. Trafienie Carlosa Espíego anulowano, a Kylian Mbappé nie wykorzystał karnego.
Real Madryt poniósł pierwszą porażkę po powrocie José Mourinho. Królewscy przegrali na Estadio La Cartuja z Realem Betis 0:1, choć oddali 20 strzałów, trzykrotnie trafili w obramowanie bramki, mieli anulowanego gola i w końcówce wykonywali rzut karny. Gospodarze przetrwali napór, a w 81. minucie rozstrzygnął Troy Parrott.
To jeden z tych wieczorów, po których trener nie musi długo szukać materiału do analizy. Real stworzył wystarczająco dużo okazji, żeby wygrać, ale nie wykorzystał żadnej. Betis miał swój moment i wycisnął z niego komplet punktów.
SŁUPKI I ÁLVARO VALLÉS ZATRZYMALI REAL
Mourinho wystawił mocny skład z Kylianem Mbappé, Viníciusem Júnior, Jude’em Bellinghamem i Ardą Gülerem w ofensywie. Real od początku przejmował inicjatywę, a pierwsza wielka okazja pojawiła się już w 15. minucie. Vinícius uderzył w słupek.
Goście utrzymywali się przy piłce i regularnie wchodzili w pole karne Betisu. Problem pojawiał się przy ostatnim podaniu albo strzale. Álvaro Vallés bronił kolejne próby, a tuż przed przerwą po uderzeniu Deana Huijsena piłka ponownie zatrzymała się na obramowaniu bramki.
Po pierwszej połowie Real mógł prowadzić, lecz schodził do szatni przy wyniku 0:0. Samo tworzenie okazji wyglądało dobrze. Ich wykańczanie już zdecydowanie mniej.
PARROTT WSZEDŁ I ZADAŁ JEDYNY CIOS
Mourinho próbował zwiększyć tempo zmianami. W 64. minucie Bernardo Silva zastąpił Eduardo Camavingę, a chwilę później na boisku pojawili się Trent Alexander-Arnold i Yan Diomande.
Manuel Pellegrini również sięgnął po rezerwowych. W 69. minucie wprowadził Troya Parrotta za Cucho Hernándeza. Dwanaście minut później Irlandczyk dał Betisowi prowadzenie. Po stałym fragmencie Courtois zdołał jeszcze interweniować przy pierwszym uderzeniu, ale Parrott dopadł do odbitej piłki i trafił na 1:0.
Betis wykorzystał sytuację, na którą czekał przez większość spotkania. Real miał przewagę, więcej strzałów i znacznie częściej pojawiał się w polu karnym rywali. Na tablicy wyników liczyło się jednak wyłącznie trafienie rezerwowego gospodarzy.
GOL ESPÍEGO ANULOWANY
Odpowiedź Realu mogła nadejść bardzo szybko. Wprowadzony w 82. minucie Carlos Espí trafił do siatki pięć minut później, ale radość Królewskich nie trwała długo. Po analizie VAR gol został anulowany z powodu spalonego.
W 85. minucie w obramowanie bramki trafił także Mbappé. Największa szansa przyszła jednak już w doliczonym czasie. Real otrzymał rzut karny i mógł uratować przynajmniej remis. Mbappé nie wykorzystał jedenastki w 95. minucie, a wynik nie uległ już zmianie.
To była brutalna końcówka dla drużyny Mourinho: anulowany gol, niewykorzystany karny i porażka w meczu, w którym Real zanotował 58 procent posiadania piłki, 20 strzałów oraz 3,16 gola oczekiwanego.
KONIEC IDEALNEGO POCZĄTKU
Porażka w Sewilli przerwała serię trzech zwycięstw Realu na początku sezonu LaLiga. Królewscy wcześniej pokonali Espanyol, Real Sociedad i Málagę, zdobywając w tych spotkaniach dziesięć bramek.
Pierwsza strata punktów nie oznacza kryzysu, ale trudno przejść obok niej obojętnie. Real stworzył 51 kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika, a mimo to nie zdobył bramki. Álvaro Vallés rozegrał znakomite spotkanie, defensywa Betisu wytrzymała, a Parrott zrobił dokładnie to, czego oczekuje się od napastnika wchodzącego z ławki.
Mourinho otrzymał czytelne ostrzeżenie przed rozpoczęciem rywalizacji w Champions League. Kontrola meczu i duża liczba okazji nie wystarczą, jeśli piłka nie trafia do siatki. W Sewilli Real zrobił niemal wszystko poza tym, co najważniejsze.
