Rodri zachwyca po 53 minutach. Pedri miał patrzeć na transfer z obawą
Rodri rozegrał tylko 53 minuty dla Barcelony, ale już przekonał Flicka i kibiców. „El País” opisuje też początkowe obawy Pedriego.
FC Barcelona potrzebowała zaledwie 53 minut, żeby wokół Rodriego Hernándeza zbudować atmosferę, jakby środek pola właśnie został zabezpieczony na następną dekadę. Hiszpan dwukrotnie wszedł z ławki, a kibice na Spotify Camp Nou już śpiewają znane z Manchesteru „Rodri’s on fire”.
Hansi Flick również jest zachwycony nowym pomocnikiem. Jednocześnie „El País” ujawnił mniej wygodny wątek transferu. Według relacji anonimowego reprezentanta Hiszpanii Pedri początkowo miał patrzeć na przyjście Rodriego z obawą.
53 MINUTY WYSTARCZYŁY, ŻEBY PRZEKONAĆ BARCELONĘ
Rodri rozegrał dotąd 27 minut przeciwko Athletic Clubowi oraz 26 minut w spotkaniu z Rayo Vallecano. W obu przypadkach wszedł z ławki, dlatego na pełną ocenę jego formy po transferze jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.
To jednak nie przeszkodziło kibicom szybko przyjąć nowego pomocnika. Podczas meczu z Rayo na trybunach pojawiła się przyśpiewka kojarzona wcześniej z Etihad Stadium. Rodri nie zdążył jeszcze rozpocząć spotkania w podstawowym składzie Barcelony, a już otrzymał własną oprawę dźwiękową.
Flick od początku przekonywał, że Hiszpan idealnie pasuje do filozofii drużyny. Według „El País” trener regularnie rozmawia z nim również po zajęciach. Przed spotkaniem z Valencią obaj mieli przez kilka minut omawiać pressing oraz częstsze strzały pomocników sprzed pola karnego.
Sportowy sens tego transferu trudno podważyć. Barcelona pozyskała jednego z najlepszych defensywnych pomocników swojego pokolenia. Klub jak zwykle nie potrafił jednak pozostawić reszty boisku. Wystarczyły dwa krótkie występy, żeby rozpocząć produkcję opowieści o nowym liderze, zachwyconym trenerze i kibicach czekających na kolejne objawienie.
PEDRI MIAŁ OBAWIAĆ SIĘ POWTÓRKI Z REPREZENTACJI
Najbardziej delikatna część publikacji dotyczy Pedriego. „El País” powołuje się na anonimowego zawodnika, który grał z nim i Rodrim podczas mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych. Według tej relacji Pedri nie czuł się komfortowo u boku Rodriego i stracił miejsce w składzie reprezentacji. Transfer pomocnika do Barcelony miał więc wywołać u niego niepokój.
Nie jest to wypowiedź Pedriego ani oficjalnie potwierdzony konflikt. To relacja osoby trzeciej, dlatego nie należy przedstawiać jej jako stanowiska samego zawodnika. Zwłaszcza że Flick widzi dla obu miejsce na boisku i otwarcie zapowiada, że chce oglądać ich razem w pomocy Barcelony.
Ich role klubowe mogą wyglądać zupełnie inaczej niż w reprezentacji. Rodri może zabezpieczać środek, pozwalając Pedriemu grać wyżej i częściej wpływać na akcje pod bramką rywala. Rywalizacja o miejsce również jest naturalna, szczególnie w drużynie, która chce walczyć jednocześnie w LaLiga i Champions League.
Mniej naturalne jest to, że przed pierwszym występem Rodriego w podstawowym składzie do mediów trafiają już anonimowe opowieści o reakcjach jednego z najważniejszych piłkarzy zespołu. W Barcelonie nawet dobrze zapowiadający się transfer szybko musi dostać dodatkowy wątek obyczajowy.
FLICK NIE ZAMIERZA PRZYSPIESZAĆ
Mimo rosnącego entuzjazmu Flick spokojnie wprowadza Rodriego do zespołu. Pomocnik wrócił do gry po zabiegu pleców przeprowadzonym po mistrzostwach świata i na razie otrzymuje ograniczoną liczbę minut.
Barcelona ma wystarczająco dużo jakości w środku pola, żeby nie ryzykować jego zdrowiem. Pedri, Frenkie de Jong, Dani Olmo, Fermín López i Marc Bernal dają trenerowi kilka wariantów, choć przyjście Rodriego nieuchronnie zmieni podział czasu na boisku.
Po 53 minutach wiadomo, że kibice go zaakceptowali, a Flick jest przekonany do jego umiejętności. Nie wiadomo jeszcze, jak ułoży się współpraca z Pedrim i kto najwięcej straci na nowej hierarchii. Barcelona zdążyła już napisać pierwsze rozdziały tej historii. Rodri i Pedri dopiero zaczną pisać najważniejszy — na boisku.
