Jesse Bisiwu z szansą na debiut? Na razie wrócił tylko do treningu
Jesse Bisiwu wrócił do treningów po urazie i może być dostępny na Feyenoord. Barcelona nie potwierdziła jednak powołania ani debiutu.
Jesse Bisiwu ponownie trenował z pierwszym zespołem FC Barcelony, a „Mundo Deportivo” natychmiast połączyło ten fakt z możliwym debiutem w środowym meczu Champions League z Feyenoordem. Brzmi efektownie, ale pomiędzy udziałem w zajęciach a wejściem na boisko pozostaje kilka etapów, które w medialnej narracji pokonano wyjątkowo sprawnie.
Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, że Hansi Flick powoła 18-letniego skrzydłowego. Tym bardziej nikt nie zagwarantował mu minut. Barcelona ma więc zdrowiejącego zawodnika, a otoczenie medialne już niemal uczestnika wieczoru Champions League. Klasyczny skrót fabularny.
SZYBKI POWRÓT PO NIEPOKOJĄCYM URAZIE
Bisiwu doznał urazu podczas finału Pucharu Katalonii z CE Sabadell. Po ostrym nadepnięciu na kostkę opuścił boisko na noszach, a później poruszał się o kulach i miał założony but ochronny. Pierwsze obrazy wyglądały poważnie, lecz przeprowadzone badania miały wykluczyć poważniejsze uszkodzenie.
Hiszpańskie źródła różnią się przy tym nawet w podstawowych szczegółach zdarzenia. „Mundo Deportivo” pisze o lewej kostce i 12 minutach spędzonych na murawie, natomiast „AS” wskazuje prawą kostkę i niespełna dziesięć minut gry. Pewne jest zatem przede wszystkim to, że Belg nie dokończył spotkania i potrzebował pomocy medycznej.
Jego powrót do pracy z pierwszą drużyną jest dobrą wiadomością. Nie należy jednak automatycznie traktować go jako potwierdzenia pełnej gotowości do meczu rozgrywanego na najwyższym poziomie trzy dni po występie Barcelony przeciwko Valencii.
TRENING NIE JEST POWOŁANIEM
Według „Mundo Deportivo” Bisiwu może być dostępny na spotkanie z Feyenoordem. To ostrożne sformułowanie, które nie oznacza ani decyzji Flicka, ani miejsca w kadrze meczowej, ani tym bardziej planowanego wejścia na boisko.
Skrzydłowy został zgłoszony przez Barcelonę do Champions League, więc formalnie może wystąpić. Rejestracja usuwa jednak tylko przeszkodę administracyjną. Nie rozwiązuje kwestii jego stanu fizycznego, pozycji w hierarchii oraz konkurencji w ofensywie.
Poniedziałkowy trening był również pierwszą sesją po zwycięstwie 5:0 nad Valencią. Piłkarze, którzy rozegrali w tym spotkaniu więcej minut, pracowali z mniejszą intensywnością, a pozostali otrzymali większe obciążenia. Sama obecność Bisiwu na zajęciach nie musi więc być ukrytą zapowiedzią wyboru Flicka. Czasami trening naprawdę jest tylko treningiem, choć w Barcelonie takie wyjaśnienie najwyraźniej sprzedaje się gorzej.
DEBIUT JUŻ BYŁ, ALE NIEOFICJALNY
Określenie „debiut” wymaga również doprecyzowania. Bisiwu wystąpił już w pierwszym zespole podczas sierpniowego turnieju towarzyskiego we Włoszech. Wszedł na boisko przeciwko Udinese, grał na lewym skrzydle i nosił numer 21. Środowy występ byłby zatem jego pierwszym oficjalnym meczem w seniorskiej drużynie Barcelony, a nie pierwszym pojawieniem się w jej barwach.
Barcelona pozyskała Belga z Club Brugge i podpisała z nim umowę obowiązującą do 30 czerwca 2031 roku. Klub przedstawiał go jako szybkiego, silnego i dobrze dryblującego skrzydłowego z dużym potencjałem. To wystarczająco ciekawy materiał sportowy, aby obserwować jego rozwój bez dopisywania kolejnych rozdziałów po jednej sesji treningowej.
Powrót Bisiwu należy więc ocenić pozytywnie, ale doniesienia o debiucie pozostają wyłącznie możliwością. Najpierw musi pojawić się oficjalne powołanie. Później miejsce na ławce. Dopiero na końcu decyzja Flicka o wpuszczeniu zawodnika. Medialna opowieść wykonała już całą tę drogę, sam piłkarz jeszcze nie.
