Najpierw do oddania, teraz znów „nasz”. Barcelona przypomniała sobie o Araújo
Ronald Araújo zaliczył efektowną asystę w wygranym 2:1 meczu Liverpoolu z Atlético. Po wypożyczeniu znów podkreślane są jego związki z Barceloną.
Ronald Araújo zaliczył efektowną asystę w wygranym przez Liverpool 2:1 meczu z Atlético Madryt w Champions League. Wystarczyło jedno sprytne zagranie piętą, aby wokół byłego już — przynajmniej tymczasowo — obrońcy Barcelony ponownie zrobiło się bardzo katalońsko. Jeszcze niedawno najważniejsze było zwolnienie miejsca w kadrze i zdjęcie jego pensji z klubowego budżetu. Teraz znów wygodnie podkreśla się, gdzie Urugwajczyk rozwinął skrzydła.
Barcelona nie opublikowała oficjalnego komunikatu wychwalającego występ Araújo. Zwrot można jednak dostrzec w otoczeniu medialnym klubu, które po jego udanym początku w Anglii chętnie przypomina o barcelońskim etapie kariery zawodnika. Porażki mają właściciela, sukcesy — jak się okazuje — mogą mieć również współwłaściciela.
JEDNA PIĘTA I NARRACJA ZMIENIA KIERUNEK
Liverpool pokonał Atlético Madryt 2:1, a Araújo miał bezpośredni udział przy pierwszym golu gospodarzy. Po jego efektownym zagraniu piętą piłkę do bramki skierował Dominik Szoboszlai. Zwycięstwo angielskiej drużynie zapewnił w drugiej połowie Alexis Mac Allister.
Urugwajczyk wystąpił na prawej stronie obrony. Oprócz asysty zaprezentował się solidnie w defensywie, a Andoni Iraola publicznie pochwalił zarówno jego postawę bez piłki, jak i niedoceniany wkład w atak. Był to kolejny udany występ zawodnika, który w nowym otoczeniu szybko otrzymał zaufanie i regularne minuty.
Araújo sam przyznał, że zmiana dobrze na niego wpłynęła. Podkreślił też, że trener daje mu swobodę włączania się do ofensywy. Tyle wystarczyło, aby zawodnik przedstawiany niedawno przede wszystkim jako kandydat do odejścia ponownie został opakowany w barcelońskie barwy.
BEZ OPŁATY, ALE Z UWOLNIONĄ PENSJĄ
Liverpool pozyskał Araújo na sezonowe wypożyczenie bez opłaty. Angielski klub przejął całość jego wynagrodzenia, a umowa zawiera opcję wykupu za około 55 milionów euro. To opcja, a nie obowiązek, więc Barcelona nie ma zagwarantowanego przyszłego wpływu.
Sam kształt operacji dobrze pokazywał hierarchię priorytetów. Barcelona nie otrzymała pieniędzy za wypożyczenie, ale natychmiast zwolniła miejsce w budżecie płacowym. Araújo zgodził się ponadto na obniżkę wynagrodzenia, aby przeprowadzka mogła dojść do skutku. Jego kontrakt z katalońskim klubem obowiązuje do 2031 roku.
W poprzednim sezonie obrońca rozpoczął w podstawowym składzie tylko 11 spotkań LaLigi, a jego pozycja sportowa wyraźnie osłabła. Barcelona postawiła w centrum defensywy na inne rozwiązania. Drzwi zostały więc szeroko otwarte — jedynie przelew za ich zamknięcie pozostawiono jako możliwość na przyszłość.
BARCELONA POMOGŁA MU DOROSNĄĆ, ALE NIE WYCHOWAŁA GO OD DZIECKA
Araújo trafił do Barcelony B w 2018 roku z Boston River. Miał wtedy 19 lat. Kataloński klub odegrał ogromną rolę w jego rozwoju, lecz Urugwajczyk nie jest produktem La Masii w takim znaczeniu jak zawodnicy szkoleni w niej od dzieciństwa.
Sam piłkarz nie odcina się od swojej przeszłości. Po przeprowadzce do Anglii mówił z wdzięcznością o Barcelonie i zaznaczał, że klub pomógł mu stać się zawodnikiem, którym jest obecnie. Paradoks polega na tym, że w swoich wypowiedziach Araújo zachował więcej ciągłości niż narracja wokół niego: on nie zapomniał o Barcelonie nawet wtedy, gdy Barcelona była już gotowa sprawdzić, ile przestrzeni zwolni jego odejście.
FERRAN TORRES TEŻ WRÓCIŁ DO BARCELOŃSKIEGO ALBUMU
Tego samego wieczoru materiału do nostalgicznych wspomnień dostarczył również Ferran Torres. Były zawodnik Barcelony zdobył hat-tricka dla Paris Saint-Germain w wygranym 6:1 meczu ze Slovanem Bratysława. Dwa gole dołożył Ousmane Dembélé, a jednego Fabián Ruiz.
Barcelona nie może oczywiście przypisywać sobie ich obecnych osiągnięć. Może za to liczyć na niezawodny mechanizm medialny: po odejściu nieudany mecz należy do nowego pracodawcy, natomiast efektowny występ natychmiast uruchamia opowieść o „barcelońskich korzeniach”.
Jedna asysta Araújo nie przesądza o całym sezonie ani o uruchomieniu opcji wykupu. Pokazała jednak, jak szybko zmienia się sposób przedstawiania piłkarza. W Barcelonie odległość między „zbędnym obciążeniem” a „naszym byłym zawodnikiem błyszczącym w Anglii” potrafi wynosić dokładnie jedno zagranie piętą.
