Koundé ma plan na odzyskanie miejsca. Rok temu był filarem Barcelony
Jules Koundé walczy o powrót do podstawowego składu Barcelony. Francuz rozpoczął sezon za Erikiem Garcíą, ale otrzymuje kolejne szanse od Flicka.
Jules Koundé nie zamierza godzić się z rolą rezerwowego. Według dziennika „Sport” Francuz chce odzyskać mocną pozycję u Hansiego Flicka poprzez pracę na treningach i wykorzystywanie każdej otrzymanej szansy. Brzmi rozsądnie. Mniej rozsądnie wygląda tempo, w jakim w Barcelonie zmieniają się etykiety przyklejane zawodnikom.
W sierpniu 2025 roku klub przedłużył umowę Koundé do 30 czerwca 2030 roku. W oficjalnym komunikacie przedstawiano go jako podstawowego prawego obrońcę, niezwykle ważnego piłkarza dla Flicka i jeden z filarów zespołu. Minął niewiele ponad rok, a katalońskie media opisują już jego plan „odzyskiwania zaufania”. Długoterminowa stabilizacja, tylko aktualizowana co kilka kolejek.
ERIC GARCÍA WYPRZEDZIŁ FRANCUZA
Koundé rozpoczął sezon 2026/27 jako zmiennik Erica Garcíi na prawej obronie. W pierwszych dwóch spotkaniach LaLigi, wygranych przez Barcelonę 5:0 z Elche i 2:0 z Athletikiem, spędził na boisku po dziesięć minut. Pierwszą ligową szansę od początku otrzymał przeciwko Rayo Vallecano. Barcelona wygrała 5:2, a Francuz rozegrał całe spotkanie.
W meczu z Valencią wszedł jeszcze przed przerwą po urazie Erica. Następnie znalazł się w podstawowym składzie na spotkanie Champions League z Feyenoordem, ponieważ Hiszpan pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniej edycji rozgrywek. Barcelona wygrała 5:1, a Koundé wystąpił na prawej stronie defensywy.
Była to dla niego potrzebna okazja, ale nie oznacza jeszcze kolejnej zmiany hierarchii. Eric może wrócić na następny mecz ligowy, a Flick ma również João Cancelo. Francuz musi więc udowadniać swoją wartość na prawej obronie lub szukać minut na środku, gdzie konkurencja także nie ogranicza się do jednego nazwiska.
FLICK NIE SKREŚLIŁ KOUNDÉ
W całej historii warto oddzielić medialną interpretację od słów trenera. Flick nie ogłosił, że przestał ufać Koundé. Przed spotkaniem z Valencią nazwał go „niesamowitym profesjonalistą” i stwierdził, że zawodnik pracuje bardzo ciężko, aby wrócić do swojej najlepszej wersji.
Niemiec potwierdził jednak, że Francuz nie rozpoczął sezonu jako podstawowy zawodnik. Przyznał też, że Koundé może występować zarówno na środku obrony, jak i na prawej stronie, którą sam piłkarz preferuje po bardzo dobrym pierwszym sezonie pracy z Flickiem.
Nie ma więc oficjalnego konfliktu ani komunikatu o utracie zaufania. Jest wyraźnie zmieniona hierarchia i zawodnik, który musi ponownie zapracować na regularną grę. „Plan” opisywany przez „Sport” nie jest żadną tajną operacją. Koundé chce trenować, walczyć i odpowiadać na boisku.
OD NIETYKALNEGO DO WALKI O MINUTY
Najbardziej wymowna pozostaje zmiana narracji. Przy podpisywaniu kontraktu do 2030 roku Barcelona nazywała Koundé jednym z najbardziej niezawodnych obrońców świata. Klub przypominał jego 86 kolejnych występów oraz zwycięskiego gola w finale Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt.
Dziś nikt nie kwestionuje długości umowy ani profesjonalizmu Francuza, ale jego miejsce w jedenastce przestało być oczywiste. Sam zawodnik nie jest tutaj problemem. Robi dokładnie to, czego można oczekiwać: nie narzeka publicznie i próbuje odzyskać pozycję sportowo.
Znacznie ciekawsze jest to, jak szybko Barcelona potrafi przejść od uroczystego przedstawiania „kluczowego elementu projektu” do opowieści o odbudowywaniu zaufania. Kontrakt pozostał ten sam. Zmieniła się tylko aktualnie obowiązująca wersja historii.
