Álvarez był marzeniem, teraz ma być błędem. Wokół Barcelony zmienia się narracja
Julio Salinas cieszy się, że Julián Álvarez nie trafił do Barcelony, i liczy, że klub nie wróci po napastnika Atlético Madryt zimą.
Jeszcze niedawno Julián Álvarez był przedstawiany jako napastnik, dla którego Barcelona powinna naginać granice swoich możliwości. Joan Laporta publicznie potwierdzał zainteresowanie Argentyńczykiem, a wokół niedoszłego transferu budowano opowieść o wymarzonej „dziewiątce”. Operacja nie doszła do skutku i wystarczyło kilka tygodni, by pojawiła się zupełnie inna melodia.
Julio Salinas, były napastnik Barcelony, przyznał na antenie Radia Marca, że cieszy się z niepowodzenia transferu. Co więcej, ma nadzieję, że Álvarez nie trafi do katalońskiego klubu również podczas zimowego okna.
Z MARZENIA W TRANSFEROWY BŁĄD
– Cieszę się, że teraz nie przyszedł, i mam nadzieję, że nie przyjdzie również w styczniu. Dla mnie byłby to błąd – powiedział Salinas w programie „Ortega”.
Nie jest to stanowisko klubu ani deklaracja osoby odpowiedzialnej za transfery. To opinia byłego zawodnika, który otwarcie sympatyzuje z Barceloną. Trudno jednak nie zauważyć, jak dobrze wpisuje się ona w rozpoczynającą się zmianę narracji.
Gdy Barcelona próbowała pozyskać Álvareza, Argentyńczyk miał być brakującym elementem ataku i naturalnym następcą Roberta Lewandowskiego. Po fiasku operacji zaczęły pojawiać się argumenty, że zespół właściwie wcale go nie potrzebuje. Najpierw pięć dobrych występów Raphinhi na środku ataku, teraz głos Salinasa. Transfer nie wyszedł, więc zawsze można uznać, że właśnie uniknięto błędu. W Barcelonie takie zwroty akcji nie wymagają nawet przerwy reprezentacyjnej.
SALINAS KWESTIONUJE CENĘ
Salinas nie podważa klasy Álvareza. Jego zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim kosztu ewentualnego transferu oraz sposobu prowadzenia operacji przez Barcelonę.
Były napastnik stwierdził, że według jego wiedzy oferta mogła wynosić 130 milionów euro. Sam zaznaczył jednak, że jest to kwota, którą – jak sądzi – Barcelona zaproponowała. Nie należy więc przedstawiać jej jako oficjalnie potwierdzonej wartości oferty.
Salinas uznał taką sumę za przesadzoną. Dodał również, że Barcelona powinna nauczyć się lepiej kupować i sprzedawać zawodników. Gdyby natomiast odpowiadał za decyzje Atlético Madryt, próbowałby wykorzystać zainteresowanie katalońskiego klubu do pozyskania Ferrana Torresa oraz 80 milionów euro. Był to wyłącznie jego hipotetyczny pomysł, a nie informacja o rzeczywistych rozmowach między klubami.
RAPHINHA DOSTARCZYŁ NOWEGO ARGUMENTU
Zdaniem Salinasa Barcelona ma obecnie ważniejszą postać w ataku. Były piłkarz szczególnie docenił Raphinhę, zwracając uwagę nie tylko na bramki Brazylijczyka, lecz także na jego pressing i wpływ na zachowanie pozostałych zawodników.
To właśnie dobra forma Raphinhi na pozycji środkowego napastnika stała się najwygodniejszym argumentem przeciwko powrotowi do tematu Álvareza zimą. Pięć spotkań wystarczyło, aby niedoszły kosztowny transfer zaczął być przedstawiany jako zbędny wydatek.
Problem nie polega na tym, że Salinas ma inne zdanie niż władze klubu. Ma do tego pełne prawo i przedstawił konkretne argumenty. Zabawne jest tempo, w jakim wokół Barcelony potrafi zmienić się cała opowieść. Latem Álvarez miał rozwiązać problem na lata. We wrześniu jego brak zaczyna wyglądać niemal jak szczęśliwe zrządzenie losu.
TO NIE JEST NOWE STANOWISKO KLUBU
Barcelona oficjalnie nie poinformowała, że zrezygnowała z Álvareza ani że uznała wcześniejsze starania za błąd. Pod koniec sierpnia Laporta potwierdzał zainteresowanie napastnikiem, podczas gdy Atlético Madryt konsekwentnie odmawiało sprzedaży zawodnika.
Słowa Salinasa należy więc traktować jako element debaty wokół klubu, a nie zapowiedź decyzji zarządu. Pokazują jednak, jak szybko po nieudanym transferze można przejść od „musimy go mieć” do „całe szczęście, że nie przyszedł”.
