Lamine Yamal upadł, Barcelona dostała karnego. Eksperci nie zostawili na decyzji suchej nitki
Barcelona otrzymała wątpliwy rzut karny po lekkim kontakcie Mandiego z Lamine’em Yamalem. Iturralde González zakwestionował decyzję sędziego i VAR-u.
Barcelona prowadziła z Levante 2:0, ale początek drugiej połowy przyniósł jej prezent, o którego zasadność można się spierać znacznie dłużej niż trwała sama akcja. Po bardzo delikatnym kontakcie Aïssy Mandiego z Lamine’em Yamalem sędzia podyktował rzut karny. VAR sprawdził zdarzenie, lecz decyzji nie zmienił.
Lamine wykorzystał jedenastkę i już w 46. minucie podwyższył wynik na 3:0. Dla arbitra sprawa była jasna. Dla oglądających powtórki — zdecydowanie mniej.
KONTAKT BYŁ, ALE CZY WYSTARCZYŁ?
Cała sytuacja rozpoczęła się od zamieszania w polu karnym Levante. Leżący na murawie Mandi dotknął piłki ręką podpierającą ciało, co zgodnie z przepisami nie musi oznaczać przewinienia. Arbiter pozwolił więc kontynuować grę.
Kiedy obrońca próbował wstać i wybić piłkę, przed nim pojawił się Lamine Yamal. Stopa Mandiego lekko zahaczyła od spodu o but zawodnika Barcelony. Lamine natychmiast znalazł się na murawie, choć powtórki pozostawiły poważne wątpliwości, czy siła kontaktu rzeczywiście tłumaczyła taki upadek.
Sędzia González Esteban bez większego zastanowienia wskazał na jedenasty metr. VAR przeanalizował sytuację, ale nie uznał decyzji za wyraźny i oczywisty błąd. Barcelona otrzymała zatem rzut karny, bo w nowoczesnym futbolu czasami wystarczy, że kontakt istnieje. Jego znaczenie można ustalić później, najlepiej już po zdobyciu bramki.
ITURRALDE: TO NIE MÓGŁ BYĆ KARNY
Eduardo Iturralde González, były sędzia i ekspert Cadena SER oraz dziennika „AS”, zdecydowanie zakwestionował decyzję zespołu sędziowskiego. Jego zdaniem dotknięcie ręką nie było przewinieniem, ponieważ Mandi podpierał nią ciało.
Równie krytycznie ocenił późniejszy kontakt z Lamine’em. Stwierdził, że uderzenie w stopę było zbyt słabe, aby doprowadzić do upadku. Swoją opinię podsumował bez dyplomacji: „To nie może być karny w życiu”.
Podobne wątpliwości przedstawił Dani Garrido, prowadzący „Carrusel Deportivo”. Według niego Mandi jedynie musnął korki Lamine’a, a zawodnik Barcelony poczuł delikatny kontakt i przewrócił się w przeciwnym kierunku.
VAR NIE ZOBACZYŁ POWODU DO INTERWENCJI
W tej sytuacji problemem nie jest samo stwierdzenie, że doszło do kontaktu. Powtórki pokazują, że stopa Mandiego rzeczywiście zahaczyła o but Lamine’a. Pytanie brzmi, czy każde takie dotknięcie powinno być traktowane jak przewinienie wystarczające do podyktowania rzutu karnego.
VAR nie ocenia jednak akcji od początku według własnej interpretacji. Ma interweniować, gdy decyzja sędziego jest wyraźnie błędna. Najwyraźniej lekki kontakt uznano za wystarczającą podstawę, by pozostawić werdykt z boiska.
Barcelona wykorzystała okazję. Lamine pewnie strzelił z jedenastu metrów, zdobywając swoją drugą bramkę w spotkaniu. Ostatecznie zespół Hansiego Flicka wygrał 4:2, więc jedenastka nie przesądziła bezpośrednio o wyniku. Nie zmienia to faktu, że przy stanie 2:0 otrzymał bardzo pomocną decyzję.
Kontakt był minimalny, upadek efektowny, a nagroda maksymalna. VAR obejrzał wszystko i uznał, że nie ma czego poprawiać. Barcelona mogła grać dalej, już z trzema golami przewagi.
