Tebas martwi się dominacją Realu i Barcelony. LaLiga zmierza w stronę dwóch prędkości
Real Madryt i Barcelona odpowiadały za ponad połowę letnich wydatków LaLigi. Javier Tebas ostrzega przed futbolem dwóch prędkości.
Real Madryt i FC Barcelona ponownie zostawiły finansową konkurencję daleko za sobą. Dwa największe hiszpańskie kluby odpowiadały za ponad połowę letnich wydatków transferowych LaLigi. Javier Tebas przyznaje, że rosnąca różnica między potentatami a pozostałymi uczestnikami rozgrywek zaczyna go niepokoić.
DWA KLUBY ZDOMINOWAŁY WYDATKI
Według zestawienia przedstawionego przez El Confidencial kluby LaLigi przeznaczyły latem na transfery 752 miliony euro. Do Realu przypisano 255 milionów, do Barcelony 184 miliony, a do Atlético Madryt 123 miliony. Przy takim rachunku Real i Barcelona odpowiadają łącznie za ponad 58 procent wydatków całej ligi. Po doliczeniu Atlético udział trzech największych klubów zbliża się do 75 procent.
W innych zestawieniach pojawia się jednak niższa kwota wydatków Realu. Mundo Deportivo, powołując się na dane Transfermarkt, wskazało 225 milionów euro po stronie madryckiego klubu oraz 184 miliony Barcelony przy łącznych wydatkach LaLigi wynoszących 748,03 miliona. Rozbieżność najprawdopodobniej wynika z przyjętej metodologii lub późniejszej aktualizacji wartości poszczególnych operacji. Bez względu na sposób liczenia wniosek pozostaje ten sam: finansowy ciężar hiszpańskich transferów spoczywa przede wszystkim na największych markach.
Barcelona może więc ogłosić kolejny etap odzyskiwania potęgi, bo po latach opowieści o ograniczeniach znów znalazła się w czołówce kupujących. Szkoda tylko, że pozostałe kluby nie dostały podobnego zaproszenia na zakupy.
TEBAS OSTRZEGA PRZED PODZIAŁEM
Prezes LaLigi nie sprowadza problemu wyłącznie do Realu i Barcelony. Jego zdaniem główną przyczyną rosnących dysproporcji jest obecny model europejskich rozgrywek. Kluby regularnie występujące w Champions League otrzymują coraz większe przychody, dzięki którym jeszcze mocniej oddalają się od zespołów ograniczonych do krajowego podwórka.
Tebas określił ten proces jako powstawanie „futbolu dwóch prędkości”. Zwrócił uwagę, że konkurencyjności ligi nie należy oceniać jedynie na podstawie liczby kandydatów do tytułu. Istotne jest również to, jaką przewagę osiągają najlepsi i ile punktów potrzebują do zdobycia mistrzostwa. Sezony kończone przez lidera z wynikiem przekraczającym 90 punktów uważa za niepokojący sygnał.
REAL ZBUDOWAŁ PRZEWAGĘ NA MOCNYCH FUNDAMENTACH
Najwyższy limit kosztów kadry w LaLidze należy do Realu Madryt i wynosi około 832,8 miliona euro. Barcelona dysponuje limitem na poziomie około 582,8 miliona, a Atlético – 361,3 miliona. Tebas podkreślił przy tym, że limit nie oznacza faktycznego wydania całej dostępnej kwoty.
Przewaga Królewskich nie pojawiła się przypadkiem. Real zakończył sezon 2025/2026 z rekordowymi przychodami operacyjnymi wynoszącymi 1,221 miliarda euro, bez uwzględniania wpływów z transferów. Klub wykorzystuje więc wypracowane przychody oraz oszczędności z wcześniejszych lat, a nie nagłą poprawę uzyskaną dzięki jednorazowej operacji.
Barcelona również znacząco zwiększyła swój limit, ale jej odbudowa finansowa wciąż wymaga ostrożności. W katalońskiej narracji powrót do wysokich wydatków może już uchodzić za dowód pełnego uzdrowienia. LaLiga patrzy jednak dalej niż do najbliższej prezentacji nowego zawodnika.
PROBLEM DOTYCZY CAŁEGO EUROPEJSKIEGO FUTBOLU
Tebas uważa, że podobne zagrożenie dotyczy nie tylko Hiszpanii. Rosnące wpływy z europejskich pucharów oraz agresywna polityka finansowa Premier League zwiększają ceny transferów i wynagrodzeń. Kluby bez regularnego dostępu do międzynarodowych przychodów mają coraz mniejsze możliwości dotrzymania kroku najbogatszym.
Siła Realu jest efektem dużych przychodów i stabilnego zarządzania, więc trudno oczekiwać, aby madrycki klub zwolnił wyłącznie dla poprawienia ligowej dramaturgii. Zadaniem władz rozgrywek pozostaje stworzenie takich warunków, aby pozostałe zespoły mogły się rozwijać. Sama troska Tebasa nie skróci bowiem finansowego dystansu.
