Szok w Barcelonie. Bernardo silva odkrył, że istnieją inne kluby
W Barcelonie zapanowało lekkie zaskoczenie po wypowiedzi Bernardo Silvy, który przyznał, że choć Blaugrana jest jedną z opcji, to nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji dotyczącej swojej przyszłości.
Problem polega na tym, że w Barcelonie byli przekonani, że decyzja została już podjęta.
Według katalońskich mediów między zawodnikiem a klubem miało istnieć słowne porozumienie. Wszystko wskazywało na to, że transfer jest praktycznie zamknięty, czyli znajduje się na etapie, na którym w Barcelonie znajduje się około 70% wszystkich transferów od kilku lat.
Tymczasem sam Bernardo najwyraźniej nie był świadomy, że sprawa została już za niego rozstrzygnięta.
- Poszukam drużyny, w której naprawdę będą mnie chcieli – stwierdził Portugalczyk.
Słowa te wywołały niemałe poruszenie. W Barcelonie od dawna panowało bowiem przekonanie, że samo zainteresowanie ze strony klubu powinno być wystarczającym argumentem.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że po pomocnika zgłaszają się również inne zespoły. Wśród nich znajduje się Atlético Madryt, które może zaoferować mu regularną grę, oraz Real Madryt, który według medialnych doniesień również monitoruje sytuację zawodnika.
Jak ustalili dziennikarze, właśnie w tym momencie część kibiców Barcelony przypomniała sobie, że wolni zawodnicy mają prawo rozmawiać także z innymi klubami.
Co ciekawe, sprowadzenie Bernardo Silvy nie było nawet głównym celem dyrekcji sportowej Blaugrany. Pomysł miał narodzić się po działaniach Jorge Mendesa, który najwyraźniej uznał, że żadne okienko transferowe Barcelony nie może obyć się bez przynajmniej jednej telenoweli.
W klubie zachowują jednak spokój.
Źródła zbliżone do Camp Nou twierdzą, że jeśli Bernardo Silva ostatecznie wybierze inny kierunek, już w ciągu najbliższych 48 godzin pojawią się doniesienia o pięciu nowych zawodnikach, którzy są “bardzo blisko Barcelony”.
