Raphinha miał być złotym biletem Barcelony. Problem w tym, że al-hilal woli salaha
Barcelona od miesięcy może opowiadać, że Raphinha jest ważnym piłkarzem, liderem projektu i zawodnikiem nie do ruszenia. Tylko że kiedy w tle pojawia się Arabia Saudyjska, nagle wszyscy zaczynają liczyć, ile można byłoby za niego dostać i komu te pieniądze pomogłyby w kolejnej transferowej fantazji.
Według ESPN Brazylijczyk nadal znajduje się na liście życzeń Al-Hilal, ale nie jest na jej szczycie. Saudyjczycy mają intensywnie pracować nad Mohamedem Salahem, który od 1 lipca może być wolnym zawodnikiem po dziewięciu latach w Liverpoolu.
I tu zaczyna się problem Barcelony. Raphinha miał być jednym z tych piłkarzy, których sprzedaż mogłaby mocno odblokować klubowe plany. Arabia, wielkie pieniądze, pensja na poziomie około 20 milionów euro netto za sezon, trzyletni kontrakt z opcją przedłużenia. Na papierze wszystko wyglądało pięknie.
Tyle że Al-Hilal szuka przede wszystkim nazwiska globalnego. A jeśli do wyboru jest Salah albo Raphinha, to trudno udawać, że marketingowo jest to ta sama półka. Egipcjanin to twarz Premier League, legenda Liverpoolu i zawodnik, którego transfer od razu obiegłby cały świat.
Raphinha już wcześniej przyznawał, że arabskie pieniądze trudno odrzucić. Latem 2024 roku miał dostać propozycję wartą 100 milionów euro netto za trzy sezony i sam mówił, że był to dla niego poważny dylemat. Teraz temat wraca, ale tym razem Brazylijczyk może nie być głównym bohaterem, tylko opcją rezerwową.
Dla Barcelony to średnia wiadomość. Bo jeśli Al-Hilal dopnie Salaha, operacja z Raphinhą może stracić na znaczeniu. A wtedy na Camp Nou zostanie klasyczny zestaw: wielkie plany transferowe, kalkulator w dłoni i nadzieja, że ktoś jednak przyjdzie z walizką pieniędzy.
Raphinha może chciał poczekać z rozmowami do końca mundialu. Al-Hilal najwyraźniej nie musi czekać na niego.
