Ansu fati oficjalnie w monaco. Tak kończy się “nowy messi” Barcelony
Jeszcze niedawno miał być twarzą nowej ery FC Barcelony. Dziedzic numeru 10 po Leo Messim, symbol La Masii, złote dziecko Camp Nou i kolejny dowód na to, że “Barça zawsze ma plan”.
Plan faktycznie był. Tyle że skończył się sprzedażą do Monaco za około 11 milionów euro.
Ansu Fati oficjalnie opuszcza Barcelonę, a klub może oczywiście opowiadać, że zachował procent od przyszłej sprzedaży i że to rozsądna operacja. Brzmi pięknie. Prawie tak pięknie jak każda księgowa bajka opowiadana w Katalonii od kilku lat.
Prawda jest jednak dużo prostsza. Barcelona po raz kolejny wypycha zawodnika, którego sama wcześniej pompowała do granic absurdu. Najpierw wielkie hasła, wielkie porównania, wielka presja, wielki numer na plecach. A potem szybkie zejście na ziemię, bo Excel znów krzyczy głośniej niż romantyczne opowieści o DNA Barçy.
Ansu miał być przyszłością klubu. Dzisiaj jest kolejnym rozdziałem w katalogu pt. “jak zmarnować własny talent i jeszcze sprzedać to jako sukces finansowy”.
Monaco bierze piłkarza, który wciąż może się odbudować. Barcelona bierze ulgę w budżecie i udaje, że wszystko było pod kontrolą.
Klasyka gatunku.
