Gavi też wciągnięty do sekcji marzeń FC Barcelony
W Barcelonie transferowa ofensywa trwa w najlepsze. Na razie oczywiście nie na rynku, tylko przy mikrofonach.
Po Laportcie, który od tygodni opowiada o „marzeniach piłkarzy”, teraz do akcji wszedł Gavi. Pomocnik Barçy stwierdził, że chciałby Juliána Álvareza w klubie, bo gra dla Barcelony to podobno marzenie Argentyńczyka.
No i pięknie. W normalnych klubach najpierw robi się ofertę, później negocjuje, a na końcu prezentuje piłkarza. W Barcelonie kolejność jest bardziej romantyczna: najpierw marzenie, potem cytat, potem kolejny cytat, potem nadzieja, a na samym końcu pytanie do księgowości, czy można zapłacić w ratach do 2047 roku.
Real Madryt? Tam jak chcą gwiazdę, to po prostu ją biorą.
Barcelona? Robi kampanię społeczną pod hasłem: „Julián, uwierz w projekt, bo pieniędzy chwilowo nie ma”.
Gavi może chcieć. Laporta może marzyć. Kibice mogą odpalać kompilacje na YouTube. Ale Atlético raczej nie przyjmie płatności w postaci DNA Barçy, pięknej historii i obietnicy, że kiedyś wrócą wielkie czasy.
Witamy w FC Barcelonie 2026: klubie, w którym najdroższą walutą nadal jest narracja.
