Szczęsny Rozdaje Karty. Remiro Musi Czekać
Barcelona chciałaby mieć wszystko poukładane. Nowy bramkarz numer jeden, elegancka ławka, zabezpieczenie na przyszłość i jeszcze plan awaryjny w notesie Flicka. Problem w tym, że jak zwykle w tym klubie najpierw trzeba sprawdzić nie tylko formę piłkarzy, ale też stan Excela, limit płac i to, czy ktoś przypadkiem nie zajmuje już krzesła.
A tym kimś jest Wojciech Szczęsny.
Według hiszpańskich mediów temat Álexa Remiro został wstrzymany, bo Barcelona ma dziś jasny plan: Joan García jako numer jeden, Szczęsny jako numer dwa, a młody bramkarz jako trzecia opcja. I właśnie dlatego wszystko zależy od Polaka. Jeśli „Tek” zostaje, Remiro nie ma po co pakować walizek. Miejsce rezerwowego bramkarza jest zajęte.
Piękne, prawda? Klub, który lubi sprzedawać światu opowieści o wielkim projekcie, teraz musi czekać na to, co zrobi Szczęsny. Nie na decyzję gwiazdy za 100 milionów. Nie na wielkiego lidera ofensywy. Na bramkarza numer dwa.
Szczęsny nawet nie musi bronić, żeby blokować transfer. Wystarczy, że siedzi w klubie, ma kontrakt i Flick mu ufa. Remiro może się podobać, może być na liście, może pasować sportowo, ale dopóki Polak trzyma swoje miejsce, Barça może co najwyżej dopisać go do folderu „może kiedyś, jak księgowość pozwoli”.
I tak oto rezerwowy bramkarz rozdaje karty w wielkiej Barcelonie. Remiro czeka, Flick czeka, Deco czeka, a Laporta pewnie już szuka, czy da się zarejestrować bramkarza na raty.
W Madrycie ustala się hierarchię i gra dalej. W Barcelonie hierarchię ustala Szczęsny, kontrakt i limit płac.
Wielki projekt. Mała ławka. Dużo komedii.
