Tego nie Było w Naszym Bingo. Barça Rusza po Adeyemiego
Karim Adeyemi. Tak, dokładnie. Karim Adeyemi.
Jeszcze chwilę temu lista życzeń Barcelony wyglądała jak typowa letnia produkcja z Camp Nou: Julián Álvarez, Luis Díaz, Nico Williams, Marcus Rashford, może jeszcze ktoś z Premier League, kto akurat nie odbiera telefonu. A teraz nagle na stole pojawia się zupełnie nowe nazwisko. Tak nowe, że nawet kibice Barçy musieli na chwilę odłożyć kalkulatory i sprawdzić, czy to skrzydłowy, napastnik, czy kolejna „okazja rynkowa”, która kosztuje tylko dwa razy więcej, niż klub może zapłacić.
Według Mundo Deportivo Barcelona miała złożyć pierwszą ofertę za Adeyemiego w wysokości około 20 milionów euro. Borussia Dortmund oczekuje jednak mniej więcej 40 milionów. Czyli klasyka gatunku: Barça przychodzi do sklepu z luksusowymi zawodnikami, pokazuje połowę ceny i liczy, że sprzedawca wzruszy się projektem sportowym, nazwiskiem Flicka oraz wspomnieniem tiki-taki z 2011 roku.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Adeyemi miał już dać zielone światło Barcelonie. Piłkarz chce. Klub chce. Kibice mogą już robić grafiki. Został tylko drobny szczegół: Borussia Dortmund. Czyli ten nudny element transakcji, który zwykle domaga się pieniędzy, zamiast wzruszać się tym, że zawodnik będzie mógł grać obok Lamine’a Yamala i słuchać o „nowym projekcie”.
To jest właśnie piękno barcelońskiego okna transferowego. Człowiek układa sobie bingo transferowe, zaznacza Álvareza, Rashforda, Cancelo, może jeszcze jakiegoś lewego obrońcę z promocji, a tu nagle wpada Adeyemi i przewraca planszę.
Ale trzeba przyznać jedno: pomysł ma sens. Adeyemi jest szybki, dynamiczny, młody i potrafi zrobić różnicę. Czyli posiada wszystko, czego Barcelona potrzebuje — poza jedną rzeczą: ceną dopasowaną do aktualnego stanu konta.
Dlatego zaczyna się znajomy spektakl. Najpierw porozumienie z zawodnikiem. Potem pierwsza oferta „na rozpoznanie terenu”. Następnie przecieki, że klub jest spokojny. Później informacja, że Borussia nie zamierza schodzić z ceny. Na końcu ktoś w Barcelonie powie, że „operacja jest trudna, ale nie niemożliwa”, co w katalońskim słowniku oznacza: „czekamy, aż ktoś inny sprzeda za nas kogoś, kogo jeszcze nie udało się sprzedać”.
Adeyemi na liście życzeń Barcelony to transferowy plot twist tego lata. Nie Julián, nie Rashford, nie wielka saga z nazwiskiem powtarzanym przez trzy tygodnie. Po prostu nagle pojawia się nowy kandydat, nowa nadzieja i nowa różnica 20 milionów euro między marzeniem a rzeczywistością.
Tego nie było w naszym bingo.
Ale spokojnie. W Barcelonie bingo nigdy się nie kończy. Tam po prostu brakuje pól.
