Barça Znowu pod Lupą. Tym Razem Chodzi o 40 Milionów z Konga
W Barcelonie najwyraźniej uznano, że skoro zwykłe umowy sponsorskie nie dostarczają już odpowiednich emocji, to pora wejść na poziom międzynarodowego thrillera finansowego. Jak informują Albert Ortega z „El Confidencial” oraz Romain Molina, prokuratura rozpoczęła czynności sprawdzające dotyczące czteroletniej współpracy FC Barcelony z rządem Demokratycznej Republiki Konga. W grę wchodzi ponad 40 milionów euro, koszulki treningowe i pytanie, czy publiczne pieniądze nie zostały przypadkiem potraktowane jak klubowy fundusz ratunkowy.
Zawiadomienie złożyło dwóch obywateli Konga mieszkających we Francji. Wskazują oni na możliwe nieprawidłowości związane z brakiem przetargu, zgody parlamentu i odpowiedniego ujęcia wydatku w budżecie państwa. Pojawiają się też podejrzenia dotyczące sprzeniewierzenia środków publicznych, handlu wpływami, oszustwa i prania pieniędzy. Na razie są to jednak wyłącznie twierdzenia autorów zawiadomienia — prokuratura dopiero sprawdza, czy istnieją podstawy do dalszego postępowania, a nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Sama umowa była dla Barcelony wyjątkowo wygodna. Logo „R.D. Congo – Coeur d’Afrique” trafiło na stroje treningowe, klub zapowiedział programy szkoleniowe i specjalną przestrzeń na Camp Nou, a do klubowej kasy miało wpłynąć od 40 do 44 milionów euro. Pieniądze, jak podawały hiszpańskie media, miały pomóc w rejestracji zawodników i kolejnych transferach. W Kongu w tym samym czasie lokalne rozgrywki przerwano z powodów finansowych, ale najwyraźniej priorytety były jasne: własna liga może poczekać, Barcelona ma przecież limity płacowe.
Joan Laporta nazwał kontrakt „świetną operacją” i podkreślał, że wpływy bardzo pomogły klubowi. To akurat trudno podważyć. Kiedy ktoś przelewa ponad 40 milionów euro, nawet najbardziej skomplikowane pytania etyczne zaczynają wyglądać jak drobny druk na końcu umowy. Teraz prokuratura sprawdzi, czy za marketingowym hasłem o „sercu Afryki” nie kryła się przede wszystkim stara barcelońska zasada: nieważne, skąd są pieniądze — ważne, czy da się za nie zarejestrować nowego piłkarza.
