Barça Szuka Kreta
FC Barcelona od miesięcy próbuje ustalić, kto regularnie przekazuje mediom informacje z wnętrza klubu. Jak podaje Víctor Malo z portalu Culemanía, władze celowo wypuszczały konkretne wiadomości, śledziły ich drogę, znalazły kilka tropów i podjęły „radykalne decyzje”. Kret jednak nadal działa. W Barcelonie łatwiej najwyraźniej znaleźć 120 milionów na napastnika niż jedną osobę z telefonem.
Najnowszą bronią w walce z przeciekami zostały zamki na kod zamontowane przy wejściach do szatni w Ciutat Esportiva. Klub wzmacnia też kontrolę dostępu do kolejnych pomieszczeń. Trudno się dziwić — w ubiegłym roku na teren ośrodka miał dostać się nawet „fałszywy fizjoterapeuta”. Barça długo budowała drużynę otwartą na wszystkich. Dopiero teraz zauważyła, że niekoniecznie powinno to dotyczyć zaplecza treningowego.
Klub szczególnie irytują przedwcześnie ujawniane składy oraz informacje medyczne. Jednym z głośniejszych przecieków miała być wiadomość, że w Pucharze Króla zagra Wojciech Szczęsny, a nie Marc-André ter Stegen. W ostatnich latach przebudowano dział komunikacji, przenoszono pracowników, część osób odeszła, a podejrzenia zaczęły obejmować również sztab medyczny, fizjoterapeutów i trenerów przygotowania fizycznego. Krąg podejrzanych skutecznie się więc zawęża — obecnie obejmuje mniej więcej cały klub.
Deco zaproponował nawet budowę hotelu na terenie ośrodka treningowego, aby piłkarze otrzymali więcej prywatności. Zawodnicy mogliby wówczas spać, jeść, trenować i imprezować bez opuszczania kompleksu. Barcelona nadal nie wie, kto wynosi informacje, ale konsekwentnie zmierza do momentu, w którym kret również dostanie własny pokój.
