Casadó Chce Zostać. Barça Musi Zdecydować, czy Go Chce
Marc Casadó najwyraźniej nie dostał jeszcze klubowej instrukcji, że wychowanek powinien najpierw grzecznie dać się wycenić, a dopiero potem mówić o przywiązaniu do Barcelony. „Chcę zostać. Jeżeli ktoś mnie nie chce, niech mi to powie” — zadeklarował pomocnik, którego klub miał oferować m.in. Milanowi, licząc na zarobek w granicach 20–30 milionów euro.
Jeszcze niedawno w Barcelonie było dla Casadó za ciasno. Pedri, Gavi, Frenkie de Jong, Dani Olmo, Fermín López, Marc Bernal — lista nazwisk długa, więc wychowanek zaczął wyglądać bardziej jak źródło przychodu niż część projektu. Teraz jednak De Jong zmaga się z urazem kolana, który według pierwszych doniesień może wykluczyć go nawet na około cztery miesiące. Nagle zawodnik przeznaczony do sprzedaży zaczyna przypominać niezbędne wzmocnienie. I to bez prowizji, rat oraz prezentacji na lotnisku.
Casadó w poprzednim sezonie zanotował 24 występy w LaLidze, ale tylko około 989 minut — średnio nieco ponad 41 minut na mecz. Zdobył jedną asystę, a w podstawowym składzie wychodził dziesięć razy. Nie był więc filarem drużyny, ale również nie człowiekiem przypadkowo odnalezionym pod stadionem. To 22-letni wychowanek, który zna system Flicka i nadal chce walczyć o miejsce.
Teraz decyzja należy do Barcelony: sprzedać Casadó, bo można na nim zarobić, czy zatrzymać go, bo środek pola właśnie zaczyna się rozsypywać. W normalnym klubie planuje się kadrę, a potem reaguje na kontuzje. W Barçy kontuzja układa plan kadry za klub.
