Ferran wygrał Mundial. W barcelonie przegrał z historią
Nie minęła doba, a mural poświęcony Ferranowi Torresowi został zamalowany. Dzieło TVBoya w barcelońskiej dzielnicy Gràcia przedstawiało piłkarza całującego puchar po zwycięskim golu w finale mundialu. Najpierw pojawił się obraźliwy napis skierowany przeciwko Hiszpanii, później hasło „Volem seleccions catalanes”, czyli „Chcemy katalońskich reprezentacji”. O sprawie informują między innymi RAC1, ARA i Cadena SER.
Trudno o bardziej barcelońską historię. Klub chwali się ośmioma mistrzami świata, liczy gole wychowanków i dopisuje sukces Hiszpanii do dorobku La Masii. Jednocześnie przez dziesięciolecia budował pozycję symbolu katalońskiej tożsamości, szczególnie w czasach dyktatury Franco, gdy język i kultura Katalonii były tłumione. „Més que un club” brzmi dumnie, dopóki ktoś nie zapyta, któremu krajowi właściwie kibicujemy.
Katalonia ma własną reprezentację, ale nie należy ona do FIFA ani UEFA i może rozgrywać głównie mecze towarzyskie. Ferran pochodzi z Walencji, gra dla Barçy i dał Hiszpanii drugi tytuł mistrza świata. Dla klubu to bohater. Dla części miasta — niewłaściwy bohater w niewłaściwej koszulce.
Barcelona chciała mieć piękną opowieść o swoim mistrzu świata. Dostała skróconą historię Katalonii napisaną farbą na ścianie. I tym razem nawet klubowe media nie zdołają przypisać sobie wszystkich zasług.
