Barça Odmierza Czas, Który Nikogo nie Interesuje
Barcelona spogląda dziś nerwowo na zegarek. Zgodnie z publiczną deklaracją Joana Laporty właśnie 31 lipca wygasa oferta za Juliána Álvareza. Problem w tym, że Atlético od dwóch miesięcy nawet nie udaje, że odlicza razem z Barçą. Katalończycy postawili ultimatum, którego druga strona najwyraźniej nigdy nie przyjęła do wiadomości.
Według Cadena SER propozycja wynosiła 100 milionów euro rozłożonych na sześć rat. Atlético nie uznało jej nawet za podstawę do rozpoczęcia właściwych negocjacji. W Madrycie przypominają, że Álvarez ma kontrakt do 2030 roku i klauzulę wykupu opiewającą na 500 milionów. Miguel Ángel Gil Marín miał dać do zrozumienia, że nie sprzeda go Barcelonie nawet za 150 czy 200 milionów. Laporta odpowiedział więc terminem ważności. To prawie jak grożenie właścicielowi, że jeśli nie sprzeda domu, przestaniesz go oglądać na portalu.
Barça nadal liczy, że zawodnik ponownie poprosi o transfer i zrobi za nią najtrudniejszą część pracy. Tymczasem Atlético oskarżyło Katalończyków o niedozwolone kontakty z piłkarzem, a RFEF wszczęła postępowanie dyscyplinarne. Negocjacji brak, porozumienia brak, za to dochodzenie już jest. Operacja rozwija się więc w bardzo barcelońskim kierunku.
O północy oferta powinna oficjalnie zniknąć ze stołu, przy którym Atlético nigdy nie usiadło. Potem Laporta będzie mógł ją przedłużyć, przygotować nową albo ogłosić plan B. Najważniejsze, żeby zegar dalej tykał. Nawet jeśli poza Barceloną nikt go nie słucha.
