Alvarez Zaprzecza, że Przeprosił, i Żąda Pilnego Spotkania z Gil Marínem
W piątek hiszpańskie media obiegła informacja, że Julián Álvarez przeprosił kolegów z szatni Atlético Madryt za sposób, w jaki upublicznił chęć odejścia podczas Mistrzostw Świata. Kilka godzin później argentyńska redakcja ESPN zdementowała tę wersję punkt po punkcie — a jak się okazuje, to dementi było bliższe prawdy niż pierwotny news.
Cadena SER, cytowana przez Goal, podała w piątek, że Argentyńczyk miał „w pełni przyznać się do błędu” w szatni i uznać, że jego publiczne żądanie transferu podczas Mundialu było źle rozegrane. Niemal natychmiast ESPN Argentina zaprzeczyło: napastnik nie przeprosił nikogo w Atlético i wciąż uważa swój czas w klubie za zakończony. Dwa dni później sprawa nabrała jeszcze innego kierunku — według SPORT otoczenie Álvareza zażądało pilnego spotkania z dyrektorem generalnym Miguelem Ángelem Gil Marínem w weekend 15–16 sierpnia, by odblokować transfer do Barcelony. Trudno o lepszy dowód na to, że żadnych przeprosin — w sensie pojednania z klubem — nie było.
To nie pierwsza próba kontaktu. 10 sierpnia, w dniu powrotu do treningów po Mistrzostwach Świata, Álvarez już szukał rozmowy z Gil Marínem, ale ten wciąż był na urlopie. Dzień później doszło do spotkania z Diego Simeone, które — jak podaje argentyński El Intransigente — nie przebiegło po myśli zawodnika: trener miał odpowiedzieć, że kwestia transferu „to sprawa zarządu, nie moja”, i potwierdzić, że liczy na Álvareza w nadchodzącym sezonie. W piątkowym sparingu z Olympique Marsylia zabrakło go w kadrze meczowej — oficjalnie z powodów fizycznych, choć według doniesień zawodnik przekazał Simeone, że nie chce już grać w koszulce Atlético.
W tle cały czas toczy się sprawa przed hiszpańską federacją. Pod koniec czerwca Atlético złożyło formalną skargę do RFEF i FIFA, oskarżając Barcelonę o „nękanie” i nielegalne kontakty z zawodnikiem będącym pod kontraktem w chronionym okresie. RFEF otworzyła w tej sprawie postępowanie dyscyplinarne, a Barcelona ma czas na złożenie wyjaśnień. W grę wchodzą kary finansowe, a w skrajnym scenariuszu nawet zawieszenie zawodnika lub ograniczenia w rejestracji nowych piłkarzy dla klubu — co przy letnich odejściach z ataku Barcelony byłoby dotkliwym ciosem.
Na razie oficjalny status sprawy pozostaje bez zmian: latem Barcelona złożyła ofertę w wysokości 100 milionów euro, którą Atlético odrzuciło bez negocjacji; Real Madryt miał zaoferować 150 milionów, również bezskutecznie. Álvarez ma kontrakt z Atlético do czerwca 2030 roku, a klauzula odstąpienia w jego umowie sięga podobno 500 milionów euro. Żadna z tych kwot nie zbliżyła się do realnego porozumienia transferowego — mamy więc do czynienia z zainteresowaniem i odrzuconą ofertą, a nie z negocjacjami w toku.
Atlético rozpoczyna sezon ligowy w środę 19 sierpnia meczem z Málagą, a to, czy Álvarez w ogóle znajdzie się w kadrze meczowej, pozostaje niewiadomą. Barcelona tymczasem czeka — i to już od kilku tygodni — na odpowiedź, której najwyraźniej nikt w Madrycie się nie spieszy udzielić.
