Rodri Jeszcze Nieogłoszony, a Numer już Czeka. Fermin Przejmuje „siódemkę”
FC Barcelona nie potwierdziła jeszcze oficjalnie transferu Rodriego, ale w szatni najwyraźniej rozpoczęto już przygotowania do jego przyjścia. Fabrizio Romano poinformował, że pomocnik Manchesteru City poprosił o numer 16, z którym jest kojarzony zarówno w klubie, jak i reprezentacji Hiszpanii.
Dotychczas numer należał do Fermína Lópeza. Według Romano obaj zawodnicy rozmawiali na ten temat w ostatnich dniach, a wychowanek Barcelony ma przenieść się na „siódemkę” zwolnioną po odejściu Ferrana Torresa do Paris Saint-Germain.
Pierwszy ruch został już wykonany. Fermín widnieje na oficjalnej stronie LaLiga z numerem 7. Barcelona nie zdążyła jeszcze przedstawić Rodriego, ale jego potencjalne miejsce w szatni jest przygotowywane z większym wyprzedzeniem niż niejeden klubowy dokument rejestracyjny. W Katalonii warto zaczynać od rzeczy, które da się załatwić bez uruchamiania kalkulatora limitu wynagrodzeń.
Dla Fermína zmiana oznacza przejęcie jednego z najbardziej rozpoznawalnych numerów w klubie. W ostatnich latach „siódemkę” nosił Ferran Torres, a wcześniej występowali z nią między innymi David Villa, Pedro Rodríguez i Henrik Larsson. To także czytelny sygnał dotyczący pozycji 23-latka, który pozostaje ważnym elementem zespołu Hansiego Flicka.
Rodri ma z kolei zachować numer używany przez niego w Manchesterze City. „Szesnastka” posiada również własną historię w Barcelonie — właśnie z nią Sergio Busquets rozpoczynał występy w pierwszym zespole, zanim przejął numer 5.
Według „The Guardian” Manchester City zaakceptował ofertę Barcelony opiewającą na 65,4 miliona funtów. Transfer nie został jednak jeszcze oficjalnie ogłoszony przez żaden z klubów, dlatego numer 16 nadal można określać jedynie jako przygotowany dla Rodriego.
Barcelona dopina więc jeden z największych transferów tego lata od strony najdrobniejszych szczegółów. Zawodnika jeszcze nie przedstawiono, podpisu jeszcze nie pokazano, ale wiadomo już, co będzie miał na plecach. Teraz pozostaje ta mniej ceremonialna część: kontrakt, badania i rejestracja. Zwłaszcza to ostatnie słowo w Barcelonie tradycyjnie potrafi zepsuć nawet najlepiej przygotowane przyjęcie.
