Alarm wokół Lamine’a Yamala wygaszony. Pojedzie do Walencji
Lamine Yamal trenował indywidualnie po otrzymanym uderzeniu. Hansi Flick potwierdził, że skrzydłowy poleci z Barceloną do Walencji.
Barcelona zdążyła w sobotnie południe uruchomić alarm, nie dołączając do niego instrukcji obsługi. Lamine Yamal nie rozpoczął ostatniego treningu przed meczem z Valencią razem z zespołem. Został w siłowni, a klub początkowo nie wyjaśnił przyczyny jego nieobecności na boisku.
Wystarczyło kilkadziesiąt minut, aby pojawiły się wątpliwości dotyczące wyjazdu na Mestalla. Dopiero Hansi Flick podczas konferencji prasowej dopisał brakującą część historii: zawodnik otrzymał uderzenie, trenował indywidualnie i poleci z drużyną do Walencji.
NAJPIERW NIEOBECNOŚĆ, POTEM WYJAŚNIENIE
Lamine Yamal nie pracował z pozostałymi zawodnikami podczas głównej części sobotnich zajęć. Według hiszpańskich mediów realizował spokojniejszy program w siłowni, a następnie pojawił się na boisku.
Nie był to jednak trening na pełnych obrotach. Barcelona nie ogłosiła urazu ani przewidywanej przerwy, a Flick wyjaśnił później, że zmiana planu wynikała z otrzymanego uderzenia.
– Miał stłuczenie. Nie trenował z grupą, ale czuje się dobrze. Pojedzie z nami do Walencji – powiedział trener Barcelony.
Sytuacja okazała się więc znacznie mniej poważna, niż sugerowały pierwsze doniesienia. W Barcelonie informacja ponownie dotarła w odcinkach: najpierw nieobecność, później alarm, a na końcu wyjaśnienie szkoleniowca.
WYJAZD POTWIERDZONY, PIERWSZY SKŁAD JESZCZE NIE
Flick potwierdził, że Lamine znajdzie się w samolocie lecącym do Walencji. Nie przesądził jednak, czy skrzydłowy rozpocznie niedzielne spotkanie w podstawowym składzie.
– Porozmawiamy i zdecydujemy, czy zagra od początku – zaznaczył Niemiec.
To ważna różnica. Zawodnik jest przewidziany do wyjazdu i może wystąpić, ale decyzja dotycząca podstawowej jedenastki jeszcze nie zapadła. Nie należy więc przedstawiać jego gry od pierwszej minuty jako potwierdzonej.
Flick przypomniał również, że Lamine potrafi rozsądnie zarządzać własnym wysiłkiem. Trener nie wykluczył ani odpoczynku, ani wykorzystania go później, zależnie od samopoczucia zawodnika oraz ostatecznej oceny sztabu.
OSTROŻNOŚĆ MA WIĘCEJ SENSU NIŻ KOLEJNY ALARM
Lamine rozpoczął sezon w bardzo dobrej formie. W poprzedniej kolejce zdobył dwie bramki w wygranym 5:2 meczu z Rayo Vallecano, a pierwsza z nich była jego 50. trafieniem dla Barcelony.
Przy takiej roli każda nieobecność na treningu natychmiast robi się głośna. Tym bardziej warto oddzielić potwierdzone informacje od automatycznego ogłaszania kontuzji. Na obecnym etapie wiadomo o uderzeniu i indywidualnym treningu, ale nie o urazie wymagającym przerwy.
Ograniczenie obciążenia przed meczem jest w tej sytuacji rozsądnym rozwiązaniem. Znacznie mniej rozsądne było pozostawienie pustego miejsca tam, gdzie powinno znaleźć się krótkie wyjaśnienie. Barcelona przez moment pozwoliła mediom zgadywać, a później Flick musiał osobiście wyłączyć syrenę.
OSTATECZNA DECYZJA ZAPADNIE PO ROZMOWIE
Lamine Yamal poleci z zespołem na spotkanie z Valencią. Jego udział w meczu jest możliwy, ale występ od pierwszej minuty pozostaje otwartą kwestią.
Flick zamierza porozmawiać z piłkarzem przed podjęciem decyzji. Jeśli nie pojawią się dodatkowe dolegliwości, Lamine będzie do dyspozycji. Jeżeli sztab uzna, że lepiej ograniczyć ryzyko, może rozpocząć spotkanie na ławce.
Poranny alarm nie przerodził się więc w oficjalny komunikat medyczny. Skończył się na stłuczeniu, lżejszym treningu i bilecie do Walencji. Jak na barcelońskie standardy informacyjne, finał wyjątkowo spokojny — trzeba było tylko zaczekać na ostatnią aktualizację.
