Barcelona jedzie bez hamulców. Tylko jak długo wytrzyma takie tempo?
Barcelona rozbiła Racing 7:2 i wygrała szósty mecz w La Lidze. Sprawdzamy, czy zespół Hansiego Flicka może utrzymać takie tempo przez cały sezon.
Barcelona rozbiła Racing Santander 7:2, odniosła szóste zwycięstwo w szóstej kolejce La Ligi i znów urządziła rywalowi wieczór spędzony głównie na oglądaniu pleców rozpędzonych zawodników Hansiego Flicka. We wrześniu wygląda to efektownie. Sezon nie kończy się jednak we wrześniu, a drużyna grająca niemal każdy mecz tak, jakby właśnie zaczynała pościg za wynikiem w finale, prędzej czy później musi odpowiedzieć na mniej widowiskowe pytanie: skąd brać siły przez kolejnych osiem miesięcy?
RACING NIE DOSTAŁ CZASU NA ODDECH
W środowy wieczór Barcelona oddała 30 strzałów, z czego 23 z pola karnego. Prowadziła 4:1 już do przerwy, a mimo wysokiej przewagi nadal szukała kolejnych bramek. Skończyło się na siedmiu trafieniach, hat-tricku Raphinhi i następnej demonstracji ofensywnej siły.
To nie był pojedynczy wybuch. Po sześciu kolejkach Barcelona ma 18 punktów i 28 strzelonych goli. Mechanizm działa, bo zawodnicy Flicka szybko odzyskują piłkę, atakują dużą liczbą graczy i natychmiast przyspieszają, gdy przeciwnik traci ustawienie. Dla kibica to świetne widowisko. Dla rywala — półtorej godziny bez chwili spokoju.
Problem polega na tym, że taki futbol kosztuje. Sprinty po stracie, wysoki pressing, powtarzane wejścia w pole karne i kolejne ataki nawet przy bezpiecznym wyniku nie znikają z nóg tylko dlatego, że tablica pokazuje 7:2. We wrześniu świeżość jest atutem. W lutym i marcu może już być towarem deficytowym.
FLICK ROTUJE, ALE NAJWAŻNIEJSI NADAL PRACUJĄ
Trener nie wystawił przeciwko Racingowi identycznego składu jak w poprzednich spotkaniach. W wyjściowej jedenastce pojawili się między innymi Gerard Martín, Andreas Christensen, Rodri oraz Karim Adeyemi, a po przerwie Flick sięgnął po kolejne zmiany. To ważny sygnał: Niemiec wie, że przy napiętym terminarzu nie da się przejechać całego sezonu trzynastoma zawodnikami.
Jednocześnie filary ofensywy wciąż wykonują ogromną pracę. Raphinha zszedł dopiero po skompletowaniu hat-tricka, Lamine Yamal został na boisku do końca, a Adeyemi jeszcze w ostatnich minutach ruszał z piłką przez niemal całe boisko. Barcelona nie tylko chce wygrywać. Ona chce dociskać rywala do ostatniej akcji, nawet gdy wynik dawno przestał być zagrożony.
Taki styl może budować przewagę psychiczną i szybko rozstrzygać mecze. Może też sprawić, że odpoczynek będzie trzeba później organizować awaryjnie, zamiast planować go z wyprzedzeniem. Klub chętnie pokazuje kolejne gole, rekordy i ofensywne serie. Znacznie mniej efektownie wygląda komunikat, że ktoś musi usiąść na ławce, bo licznik minut zaczyna ostrzegać.
PRAWDZIWY TEST PRZYJDZIE PÓŹNIEJ
Po wygranej 7:2 z Racingiem Barcelona nie dostaje tygodnia na spokojną regenerację. Już w sobotę zagra na wyjeździe z Sevillą, a równolegle rozpoczęła rywalizację w Champions League. Im dalej w sezon, tym częściej mecze będą rozdzielone krótkimi przerwami, a stawka będzie rosła.
Nie oznacza to, że drużyna Flicka musi nagle opaść z sił. Szeroka kadra, mądre zmiany i wcześniejsze zamykanie spotkań mogą pozwolić Barcelonie utrzymać dużą część obecnej intensywności. Nie da się jednak przez cały sezon grać każdej akcji na maksymalnych obrotach bez zarządzania tempem. Nawet najlepszy pressing potrzebuje momentów, w których zespół kontroluje mecz piłką, zamiast bez przerwy ścigać kolejne przejęcie.
Na razie Barcelona imponuje i zasłużenie prowadzi w La Lidze. Pytanie nie brzmi już, czy potrafi zdominować Racing we wrześniu. Pytanie brzmi, czy władze i sztab zbudowały drużynę zdolną zachować świeżość wtedy, gdy rozstrzygają się mistrzostwo oraz Champions League. Jesienią można wygrać mnóstwo spotkań. Trofea odbiera się znacznie później.
