Barcelona już znalazła upragnioną „dziewiątkę”. Wystarczyło pięć spotkań Raphinhi
Raphinha zdobył osiem bramek w pięciu meczach i po zwycięstwie 5:1 nad Feyenoordem został nazwany rozwiązaniem problemu Barcelony w ataku.
Poszukiwania następcy Roberta Lewandowskiego można oficjalnie… wróć, medialnie uznać za zakończone. Barcelona nie sprowadziła Juliána Álvareza, ale po pięciu spotkaniach sezonu „Mundo Deportivo” ogłosiło, że upragniona „dziewiątka” przez cały czas znajdowała się w drużynie. Został nią Raphinha, który rzeczywiście dostarczył argumentów znacznie mocniejszych niż samo klubowe opowiadanie o znakomicie zbudowanej kadrze.
Brazylijczyk zdobył osiem bramek i zanotował jedną asystę w pięciu pierwszych meczach. Ostatnie dwa gole strzelił Feyenoordowi, a Barcelona rozpoczęła rywalizację w Champions League od zwycięstwa 5:1. Piłkarz robi więc swoje. To otoczenie klubu tradycyjnie potrzebowało znacznie mniej czasu, aby z bardzo dobrej formy ulepić gotowe rozwiązanie wszystkich problemów.
OSIEM GOLI I BŁYSKAWICZNA KORONACJA
Liczby Raphinhi nie wymagają specjalnych ozdobników. Według danych przedstawionych przez „Mundo Deportivo” Brazylijczyk zdobył osiem bramek po 13 uderzeniach: 12 strzałów skierował w światło bramki, a jeden zakończył się trafieniem w słupek. W spotkaniu z Feyenoordem otworzył wynik już w drugiej minucie, a po przerwie podwyższył prowadzenie Barcelony na 3:0.
Od początku sezonu Hansi Flick ustawia go bliżej środka ataku. Raphinha nie jest klasycznym środkowym napastnikiem, ale dzięki poruszaniu się bez piłki, pressingowi oraz skuteczności dobrze odnalazł się w nowej roli. Jego mobilność pozwala też wymieniać pozycje z Lamine’em Yamalem i pozostałymi zawodnikami ofensywnymi.
To wszystko zasługuje na pochwałę. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pięć udanych występów przedstawia się jako ostateczne zamknięcie dyskusji o obsadzie ataku. Jeszcze niedawno Barcelona próbowała sprowadzić Juliána Álvareza. Teraz nieudana operacja może zostać wygodnie opakowana jako część większego planu: po prostu klub od początku miał światowej klasy „dziewiątkę”, tylko potrzebował kilku meczów, aby ją zauważyć.
Do drużyny dołączył również Gabriel Jesus, który przeciwko Feyenoordowi strzelił pierwszego gola w barwach Barcelony. Mimo tego medialny tron środkowego napastnika zdążył już zająć Raphinha. Konkurencja jest duża, lecz tempo rozdawania tytułów jeszcze większe.
NAJLEPSZY POCZĄTEK OD CZASÓW KOCSISA
Osiem goli w pięciu pierwszych oficjalnych występach to wynik, którego w Barcelonie nie widziano od blisko siedmiu dekad. Według statystyk dziennikarza Oriola Jovégo ostatnim zawodnikiem klubu z lepszym otwarciem był Sándor Kocsis. Węgier zdobył dziewięć bramek w pierwszych pięciu spotkaniach sezonu 1958/1959.
Raphinha w zaledwie pięciu meczach zbliżył się również do dorobku ze swoich dwóch pierwszych sezonów w Barcelonie, gdy łącznie strzelił dziesięć goli. Jego najlepszy wynik to 34 bramki z rozgrywek 2024/2025. Obecny start pokazuje, że powtórzenie lub poprawienie tego osiągnięcia nie jest absurdalnym celem, choć do końca sezonu pozostało jeszcze zdecydowanie więcej niż pięć kolejek.
Świetna forma Brazylijczyka uruchomiła również dyskusję o kolejnym kontrakcie. Obecna umowa obowiązuje do czerwca 2028 roku, ale Deco przyznał, że Barcelona chce zatrzymać Raphinhę na dłużej i zamierza z nim rozmawiać. Jeszcze niedawno regularnie pojawiały się doniesienia o możliwym transferze do Arabii Saudyjskiej. Kilka goli później rozpoczął się etap przedłużania, nagradzania i odkrywania w nim napastnika, którego klub rzekomo przez całe lato szukał poza Barceloną.
Raphinha nie odpowiada za ten pośpiech. Strzela, pracuje dla drużyny i skutecznie wykorzystuje rolę przygotowaną przez Flicka. To medialna otoczka po raz kolejny próbuje zamknąć wielomiesięczną dyskusję po kilku udanych wieczorach. Brazylijczyk naprawdę wygląda jak bardzo dobre rozwiązanie. Tylko sezon, w przeciwieństwie do barcelońskiej narracji, nie kończy się we wrześniu.
