Barcelona nie chce Casadó, ale nadal chce za niego 30 milionów
Marc Casadó ma wybrać między Bayerem Leverkusen a Beşiktaşem. Barcelona nie uwzględnia go w planach, ale nadal oczekuje dużej kwoty.
Barcelona od miesięcy informuje Marca Casadó, że nie ma dla niego miejsca. Jednocześnie uważa, że miejsce w innym klubie powinno kosztować około 30 milionów euro. Pomocnik ma wybrać między Bayerem Leverkusen a Beşiktaşem, choć na razie żaden z tych kierunków nie spełnia wszystkich oczekiwań klubu. Casadó potrzebuje drużyny. Barcelona przede wszystkim potrzebuje przelewu.
FLICK PODJĄŁ DECYZJĘ. TERAZ NIECH RYNEK ZAPŁACI
Według „Mundo Deportivo” przyszłość 22-letniego pomocnika znajduje się poza Barceloną. Hansi Flick miał poinformować Casadó już po zakończeniu poprzedniego sezonu, że nie uwzględnia go w swoich planach. Decyzję powtórzył przed rozpoczęciem przygotowań.
Początek rozgrywek nie pozostawił większego pola do interpretacji. Casadó znalazł się poza kadrą na trzy pierwsze mecze LaLigi. W środku pola konkurencja była silna już wcześniej, a sprowadzenie Rodriego praktycznie zamknęło mu drogę do regularnej gry.
Barcelona chce go sprzedać. Nie oddać za symboliczną kwotę, nie wysłać gdziekolwiek na wypożyczenie i nie finansować części pensji. Sprzedać. Najlepiej za pieniądze odpowiadające wycenie zawodnika, którego trener nie zamierza nawet powoływać.
LEVERKUSEN DAJE FUTBOL, BEŞIKTAŞ DAJE WIĘCEJ CZASU
Najatrakcyjniejszą opcją dla Casadó ma być Bayer Leverkusen. Bundesliga zapewnia wysoki poziom, europejskie rozgrywki i szansę na dalszy rozwój bez konieczności opuszczania czołowego futbolu. Dodatkowym argumentem jest trener Carles Martínez, który zna zawodnika z okresu pracy w katalońskiej piłce.
Problem polega na tym, że zainteresowanie nie jest jeszcze równoznaczne z ofertą spełniającą oczekiwania Barcelony. W ostatnim dniu okna różnica między tymi pojęciami potrafi być większa niż odległość między Leverkusen a stolicą Katalonii.
Drugim kierunkiem pozostaje Beşiktaş. Turecki klub mocno zabiega o pomocnika, ale preferuje wypożyczenie. Barcelona wolałaby transfer definitywny. Casadó ma więc do wyboru ciekawy projekt w Niemczech, konkretny nacisk z Turcji oraz możliwość pozostania w klubie, który jasno dał mu do zrozumienia, że nie zamierza z niego korzystać.
Tureckie okno pozostanie otwarte dłużej niż hiszpańskie, dlatego brak porozumienia do północy nie musi jeszcze oznaczać końca rozmów. Może jedynie przedłużyć stan, w którym wszyscy znają oczekiwane zakończenie, ale nikt nie chce zapłacić ceny biletu.
BETIS ZAPYTAŁ I SZYBKO POLICZYŁ
W ostatnich godzinach pojawił się również wątek Realu Betis. Według informacji „Mundo Deportivo” klub z Sewilli rzeczywiście sondował możliwość pozyskania Casadó, ale miało to miejsce kilka tygodni temu. Obecnie Betis zaprzecza prowadzeniu nowych rozmów.
Powód nie jest szczególnie tajemniczy. Barcelona oczekiwała około 30 milionów euro, podczas gdy Betis nie dysponuje ani odpowiednim budżetem transferowym, ani wystarczającym miejscem w limicie wynagrodzeń. Realna mogłaby być jedynie operacja na warunkach wyjątkowo korzystnych dla klubu z Sewilli: wypożyczenie z pokryciem niewielkiej części pensji.
Dla Barcelony taki wariant nie rozwiązuje najważniejszego problemu. Casadó zniknąłby z kadry, ale pieniądze nie pojawiłyby się na koncie. A przecież skoro wychowanek nie jest potrzebny sportowo, powinien przynajmniej przydać się finansowo.
NIEPOTRZEBNY, ALE WCIĄŻ DROGI
Kontrakt Casadó obowiązuje do 2028 roku, więc Barcelona nie znajduje się pod presją zbliżającego się końca umowy. Klub ma prawo oczekiwać rozsądnej kwoty. Jednocześnie jego pozycja negocjacyjna nie staje się mocniejsza od regularnego powtarzania, że zawodnik nie mieści się w planach trenera.
Potencjalni kupcy wiedzą, że Flick nie powołuje Casadó. Wiedzą również, że Barcelona chce zmniejszyć kadrę i odzyskać pieniądze. Trudno w takiej sytuacji przekonać kogokolwiek, że powinien natychmiast zapłacić 30 milionów euro.
Casadó musi teraz zdecydować, gdzie chce odbudować swoją pozycję. Leverkusen oferuje ciekawszą perspektywę sportową. Beşiktaş mocniej naciska, lecz proponuje rozwiązanie mniej korzystne dla Barcelony. Pozostanie w Katalonii oznaczałoby natomiast walkę o miejsce, którego Flick najwyraźniej nie przewidział.
Barcelona znów znalazła się w charakterystycznym punkcie. Zawodnik nie jest jej potrzebny, ale pieniądze za niego już zdecydowanie tak. Teraz pozostaje znaleźć klub, który zgodzi się zapłacić za wychowanka tyle, jakby Barcelona naprawdę chciała go zatrzymać.
