Barcelona rozbiła Feyenoord. Pięć goli na otwarcie Champions League
Barcelona pokonała Feyenoord 5:1 na otwarcie Champions League. Raphinha zdobył dwie bramki, a Lamine Yamal zanotował gola i dwie asysty.
Barcelona rozpoczęła nową edycję Champions League od zwycięstwa 5:1 nad Feyenoordem. Raphinha zdobył dwie bramki, Lamine Yamal zakończył spotkanie z golem i dwiema asystami, a na listę strzelców wpisali się również Karim Adeyemi oraz Gabriel Jesus.
Na boisku przez większość wieczoru panował porządek, którego na klubowych korytarzach od dawna szuka się z dużo mniejszym powodzeniem. Feyenoord miał swoje momenty, ale Barcelona była szybsza, znacznie skuteczniejsza i bezlitosna pod bramką Tjarka Ernsta.
RAPHINHA NIE POTRZEBOWAŁ ROZGRZEWKI
Barcelona objęła prowadzenie już w trzeciej minucie. Pedri przeniósł grę na prawą stronę, Lamine Yamal odegrał do Raphinhi, a Brazylijczyk poradził sobie z kilkoma obrońcami i uderzył do siatki. Zanim Feyenoord zdążył wejść w mecz, musiał już odrabiać straty.
W 22. minucie było 2:0. Adeyemi ruszył w kierunku pola karnego i kapitalnym strzałem z dystansu umieścił piłkę w górnym rogu bramki. Ernst mógł jedynie obejrzeć powtórkę i sprawdzić, czy rzeczywiście nie dało się zrobić nic więcej.
Goście nie byli całkowicie bezradni. Anis Hadj Moussa zmusił Joana Garcíę do interwencji, a wysoka linia obrony Barcelony kilka razy została wystawiona na próbę. Feyenoord dwukrotnie umieścił nawet piłkę w bramce po przerwie, ale oba trafienia Nacho Ferriego zostały anulowane.
DRUGI CIOS RAPHINHI
Po zmianie stron Barcelona nie pozwoliła rywalom uwierzyć w odwrócenie meczu. W 57. minucie Pedri zagrał prostopadle do Raphinhi, a kapitan gospodarzy wygrał pojedynek biegowy i precyzyjnym strzałem zdobył swoją drugą bramkę.
Przy wyniku 3:0 Hansi Flick rozpoczął zmiany. Na boisku pojawili się Marc Bernal, Anthony Gordon i Fermín López. Barcelona nadal utrzymywała inicjatywę, choć momentami zostawiała rywalom przestrzeń za linią obrony.
W 77. minucie Lamine Yamal podwyższył prowadzenie bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego. Po asyście przy pierwszej bramce dołożył więc własne trafienie i mógł spokojnie czekać na kolejną okazję do podkręcenia liczb.
FEYENOORD TRAFIŁ, JESUS ODPOWIEDZIAŁ
Pięć minut później Feyenoord wykorzystał jedną ze swoich nielicznych szans. Gonçalo Borges dograł do Sema Steijna, który z bliska pokonał Joana Garcíę. Barcelona nie zachowała czystego konta, chociaż przez zdecydowaną większość spotkania kontrolowała wydarzenia.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Gabriel Jesus wszedł na boisko w 83. minucie, a dwie minuty później wykorzystał dośrodkowanie Lamine’a Yamala i strzałem głową ustalił wynik na 5:1. Było to pierwsze trafienie Brazylijczyka w barwach Barcelony.
WYNIK MOCNIEJSZY NIŻ SAME STATYSTYKI
Barcelona miała 71 procent posiadania piłki i oddała dziewięć celnych strzałów. Współczynnik goli oczekiwanych gospodarzy wyniósł jednak około 1,55. Pięć bramek było więc przede wszystkim pokazem skuteczności, a nie efektem seryjnego dochodzenia do stuprocentowych okazji.
Wysoka linia defensywna nadal niesie ryzyko. Feyenoord został złapany na spalonym siedem razy, ale zdołał też zdobyć jedną uznaną bramkę i dwie anulowane. Przy mocniejszym przeciwniku takie ostrzeżenia mogą kosztować znacznie więcej.
Na razie piłkarzom Flicka należy się uznanie. Barcelona zdobyła trzy punkty, poprawiła bilans bramkowy i dostała świetne występy Raphinhi oraz Lamine’a Yamala. W klubie pewnie zaraz ruszy produkcja opowieści o powrocie europejskiej potęgi, ale z koronacją wypada poczekać. To była pierwsza kolejka i Feyenoord, a nie wiosenna faza Champions League.
