Barcelona rozbiła Valencię 5:0. Gospodarze rozłożyli czerwony dywan
Barcelona pokonała Valencię 5:0 po dwóch golach Lamine’a Yamala oraz trafieniach Fermína, Raphinhi i Pedriego. Gospodarze oddali tylko trzy strzały.
FC Barcelona wygrała na Mestalla 5:0 i utrzymała komplet punktów w LaLidze. Dwa gole strzelił Lamine Yamal, a po jednym dołożyli Fermín López, Raphinha oraz Pedri. Goście byli skuteczni, spokojni i bezlitośnie wykorzystywali wolną przestrzeń. Valencia natomiast przez większą część spotkania zachowywała się tak, jakby przeszkadzanie rywalowi było jedynie luźną sugestią.
Nie chodzi o podejrzenie celowego oddania meczu. Sportowo gospodarze po prostu podłożyli się Barcelonie: cofnęli się, nie potrafili wywrzeć presji i niemal bez walki oddali jej piłkę oraz kontrolę nad wydarzeniami. Liczby są dla Valencii wyjątkowo nieprzyjemne. Zespół Carlosa Corberána miał tylko 26 procent posiadania, oddał trzy strzały i nie stworzył żadnej dużej okazji.
YAMAL USTAWIŁ MECZ W SZEŚĆ MINUT
Barcelona objęła prowadzenie już w szóstej minucie. Fermín López obsłużył Lamine’a Yamala, a 19-latek rozpoczął strzelanie na Mestalla. Dwie minuty później ponownie umieścił piłkę w bramce, lecz tym razem gol został anulowany z powodu spalonego.
Valencia dostała zatem szybkie ostrzeżenie, a następnie zrobiła z nim dokładnie nic. Nie przesunęła gry dalej od własnej bramki i nadal pozostawiała Barcelonie dużo czasu na rozegranie akcji.
W 22. minucie Anthony Gordon dograł do Fermína Lópeza, który podwyższył prowadzenie. Do przerwy goście mieli dwa gole przewagi, pełną kontrolę i rywala, który bardziej obserwował ich wymianę podań, niż próbował ją przerwać.
Jedynym poważniejszym problemem Barcelony w pierwszej połowie było przedwczesne zejście Erica Garcíi. Obrońca ucierpiał po zderzeniu z Rodrim i w 29. minucie został zastąpiony przez Jules’a Koundégo.
VALENCIA NIE ZMIENIŁA NICZEGO
Jeżeli gospodarze przygotowali w przerwie plan powrotu do meczu, bardzo starannie ukryli go przed publicznością. Już w 50. minucie Fermín zaliczył drugą asystę, a Raphinha zdobył bramkę na 3:0.
Carlos Corberán odpowiedział potrójną zmianą, lecz obraz gry się nie zmienił. Barcelona nadal miała swobodę w środku pola, spokojnie przenosiła piłkę między formacjami i niemal bez oporu wchodziła pod pole karne Valencii.
Najlepiej pokazują to statystyki. Zespół Hansiego Flicka zakończył spotkanie z 74 procentami posiadania piłki, 25 strzałami i 54 kontaktami z piłką w polu karnym rywala. Valencia odpowiedziała trzema uderzeniami oraz dziesięcioma kontaktami w szesnastce Barcelony. W celnych podaniach było 706:195 dla gości.
OLMO WSZEDŁ I DOŁOŻYŁ DWIE ASYSTY
Barcelona nie musiała podkręcać tempa, aby powiększyć przewagę. W 75. minucie na boisku pojawił się Dani Olmo, a cztery minuty później asystował przy golu Pedriego na 4:0.
W 84. minucie Olmo ponownie wykonał ostatnie podanie, tym razem do Lamine’a Yamala. Skrzydłowy skompletował dublet i zamknął wynik. Valencia mogła już tylko czekać na końcowy gwizdek, co zresztą od pewnego momentu wychodziło jej lepiej niż bronienie.
Barcelona wykorzystała słabość rywala tak, jak powinien robić to klasowy zespół. Nie pozwoliła gospodarzom złapać oddechu i nie roztrwoniła przewagi, choć trudno uznać, że została wystawiona na poważną próbę. Valencia nie stworzyła dużej okazji, wygrała mniej pojedynków i większość spotkania spędziła głęboko na własnej połowie.
Drużyna Flicka po czterech kolejkach ma 12 punktów i prowadzi w tabeli LaLigi. Wynik 5:0 robi wrażenie. Postawa gospodarzy jeszcze większe, tylko z zupełnie innych powodów.
