Barcelona ruszyła po Álvareza. Skończyła lato z Gabrielem Jesusem za 10 milionów euro
Barcelona przez całe lato naciskała na transfer Juliána Álvareza. Atlético odmówiło, a Barça sprowadziła Gabriela Jesusa za około 10 mln euro.
Barcelona planowała sprowadzić jednego z najlepszych napastników świata. Miała zainteresowanie Juliána Álvareza, jego transferowe marzenie, ofertę wartą około 100 milionów euro i kilka miesięcy na przekonanie Atlético Madryt. Zabrakło jednego drobiazgu: zgody klubu, do którego należał zawodnik.
Okno transferowe zostało zamknięte, Álvarez został w Madrycie, a Barcelona zaprezentowała Gabriela Jesusa. Brazylijczyk kosztował około 10 milionów euro i podpisał kontrakt do 2029 roku. Od wielkiej operacji, publicznych nacisków i kolejnych terminów ostatecznych Barça przeszła więc do zawodnika, którego Arsenal był gotowy sprzedać za jedną dziesiątą kwoty przygotowywanej na Argentyńczyka.
NAJPIERW MIAŁ BYĆ ÁLVAREZ
Julián Álvarez nie był jednym z kilku kandydatów. Przez znaczną część lata przedstawiano go jako najważniejszy cel Barcelony i następcę Roberta Lewandowskiego.
Według ESPN pierwsza oferta miała wynosić około 100 milionów euro. Atlético nie zamierzało jednak sprzedawać zawodnika, którego kontrakt obowiązuje do 2030 roku i zawiera klauzulę odstępnego wynoszącą 500 milionów.
Barcelona znała to stanowisko, ale nie rezygnowała. Joan Laporta publicznie potwierdzał zainteresowanie, a media regularnie uruchamiały kolejne odliczanie. Najpierw transfer miał rozstrzygnąć się podczas Klubowych Mistrzostw Świata, później przed powrotem Álvareza do treningów, przed rozpoczęciem LaLiga, przed końcówką sierpnia i wreszcie podczas ostatnich godzin okna.
Terminy się zmieniały. Odpowiedź Atlético nie.
ATLÉTICO MÓWIŁO „NIE”. BARCELONA NACISKAŁA DALEJ
Sprawa przestała być zwykłą historią transferową, gdy Álvarez publicznie przyznał, że chce odejść i spełnić swoje marzenie. Według zagranicznych mediów jego preferowanym kierunkiem była Barcelona.
Władze Atlético uznały, że kataloński klub stał za działaniami zawodnika i jego otoczenia. Miguel Ángel Gil Marín oskarżył Barcelonę o prowadzenie rozmów z piłkarzem posiadającym ważny kontrakt i zapowiedział złożenie skargi. Z kolei źródła z Barcelony utrzymywały, że Atlético wcześniej wiedziało o jej zainteresowaniu.
Nie można zatem przedstawiać zakulisowych rozmów jako bezspornego faktu. To zarzut sformułowany przez Atlético, któremu Barcelona zaprzeczała. Bezsporne jest natomiast to, że cała operacja zdążyła zatruć atmosferę wokół Álvareza.
Argentyńczyk został wygwizdany przez własnych kibiców, a po jednym z meczów schodził z boiska samotnie, podczas gdy jego koledzy podeszli do trybun. Barcelona wciąż czekała na zmianę stanowiska Atlético, chociaż Gil Marín mówił już, że zawodnik „nigdy, przenigdy” nie zostanie sprzedany właśnie jej.
W tym momencie nie był to już plan transferowy. Było to sprawdzanie, czy zamknięte drzwi otworzą się po odpowiednio długim naciskaniu klamki.
Z OFERTY ZA 100 MILIONÓW DO TRANSFERU ZA 10
Drzwi pozostały zamknięte. Barcelona musiała więc znaleźć napastnika w miejscu, w którym jego klub rzeczywiście chciał negocjować.
Gabriel Jesus kosztował około 10 milionów euro i podpisał trzyletni kontrakt. To zawodnik o zupełnie innym statusie niż Álvarez. Brazylijczyk ma 29 lat, w Arsenalu strzelił 32 gole w 123 spotkaniach, a poprzedni sezon zakończył z trzema trafieniami w 14 występach. Po poważnej kontuzji kolana rozpoczął tylko trzy mecze Premier League w podstawowym składzie.
Álvarez miał być transferem budującym atak na kilka kolejnych sezonów. Jesus jest znacznie tańszym rozwiązaniem na teraz: doświadczonym, wszechstronnym i dostępnym bez konieczności rozpoczynania kolejnej wojny z innym hiszpańskim klubem.
Barcelona zaczynała lato od projektu wartego ponad 100 milionów euro. Zakończyła je transferem za około 10 milionów. Trudno o bardziej czytelne podsumowanie drogi między ambicją a tym, co rzeczywiście dało się przeprowadzić.
JESUS NIE JEST WINNY TEJ HISTORII
Gabriel Jesus nie odpowiada za sposób, w jaki Barcelona prowadziła operację Álvareza. Nie powinien też być oceniany wyłącznie jako zawodnik zastępczy.
Brazylijczyk zdobył cztery mistrzostwa Anglii z Manchesterem City, rozegrał ponad 350 spotkań w angielskim futbolu i może występować na środku oraz po obu stronach ataku. Jeżeli pozostanie zdrowy, może okazać się bardzo użytecznym transferem za niewielką kwotę.
Problem leży gdzie indziej. Barcelona przez całe lato budowała oczekiwanie na gwiazdę, której klub od początku nie chciał sprzedawać. Wciągnęła się w konflikt z Atlético, utrzymywała temat przy życiu mimo kolejnych odmów, a ostatecznie sprowadziła napastnika o zupełnie innym profilu i sytuacji sportowej.
Jesus może być dobrym ruchem. Nie zmieni to sposobu, w jaki do niego doszło.
MARZENIE ZOSTAŁO PRZESUNIĘTE
Sky Sports informuje, że transfer Gabriela Jesusa nie kończy zainteresowania Barcelony Álvarezem. Obie operacje mają być traktowane osobno, co pozostawia możliwość powrotu do Argentyńczyka w przyszłości.
Na razie rzeczywistość jest jednak prosta. Álvarez trenuje z Atlético, ma umowę do 2030 roku i nie został sprzedany. Gabriel Jesus jest zawodnikiem Barcelony do 2029 roku.
Przez kilka miesięcy Barça próbowała przekonać wszystkich, że stanowisko Atlético może się zmienić. Ostatecznie zmienił się tylko napastnik, którego sprowadziła.
