Barcelona wygrała 4:2 z Levante. Z kontroli zrobiła sobie nerwową końcówkę
Barcelona pokonała Levante 4:2 po golach Xaviego Esparta, Lamine’a Yamala i Karima Adeyemiego, choć w końcówce roztrwoniła część przewagi.
FC Barcelona pokonała Levante 4:2 w piątej kolejce LaLigi i zachowała komplet punktów. Drużyna Hansiego Flicka prowadziła już 3:0, lecz w ostatnim kwadransie pozwoliła gospodarzom wrócić do gry. Dopiero Karim Adeyemi zamknął spotkanie w doliczonym czasie.
RAPHINHA ROZDAWAŁ, ESPART I LAMINE STRZELALI
Barcelona rozpoczęła znakomicie. Już w 5. minucie Raphinha podał do Xaviego Esparta, a młody obrońca płaskim uderzeniem otworzył wynik. Było to trafienie poprzedzone długą akcją zespołu i kolejne potwierdzenie, że ofensywna odpowiedzialność w drużynie Flicka nie kończy się na napastnikach.
Czternaście minut później Raphinha przygotował również drugiego gola. Brazylijczyk minął Mathew Ryana i wycofał piłkę do Lamine’a Yamala, który z bliskiej odległości podwyższył na 2:0. Barcelona kontrolowała grę, ale Levante jeszcze przed przerwą pokazało, że przy odrobinie przestrzeni potrafi zagrozić Joanowi Garcíi.
Gerard Martín nie wyszedł na drugą połowę po uderzeniu w twarz i krwawieniu z nosa. Zastąpił go Andreas Christensen.
LAMINE TRAFIŁ Z RZUTU KARNEGO
Chwilę po wznowieniu gry Aïssa Mandi sfaulował Lamine’a Yamala w polu karnym. Sam poszkodowany wykorzystał jedenastkę w 48. minucie, zdobywając drugą bramkę w spotkaniu.
Przy wyniku 3:0 Flick rozpoczął oszczędzanie kluczowych zawodników. Około 66. minuty boisko opuścili Lamine Yamal, Pedri i Anthony Gordon, a pojawili się Dani Olmo, Marc Bernal oraz Karim Adeyemi. Wszystko wyglądało na spokojne zamykanie meczu. Barcelona postanowiła jednak przypomnieć, że nawet najbardziej komfortową przewagę można wykorzystać do przeprowadzenia testu odporności kibiców.
LEVANTE WRÓCIŁO DO MECZU
W 79. minucie Iván Romero wykorzystał zamieszanie pod bramką i zmniejszył straty. Dziewięć minut później Roger Brugué zakończył kontratak gospodarzy, doprowadzając do wyniku 2:3.
Mecz, który przez większość czasu znajdował się pod kontrolą Barcelony, nagle przestał być rozstrzygnięty. Levante uwierzyło w wyrównanie, a goście musieli ponownie podkręcić tempo. Ostatecznie w trzeciej minucie doliczonego czasu Marc Bernal podał do Karima Adeyemiego, a Niemiec ustalił wynik na 4:2.
WYNIK LEPSZY NIŻ KOŃCÓWKA
Barcelona miała 75 procent posiadania piłki i wykonała 711 celnych podań przy skuteczności 91 procent. Jednocześnie Levante oddało siedem celnych strzałów, czyli o jeden więcej od lidera LaLigi. Wartość oczekiwanych goli również była zbliżona: 2,46 po stronie gospodarzy i 2,63 po stronie Barcelony.
Zespół Flicka odniósł piąte ligowe zwycięstwo i zgromadził 15 punktów. Cztery gole, dublet Lamine’a Yamala oraz kolejny efektowny występ Raphinhi dają powody do zadowolenia. Dwie stracone bramki po prowadzeniu 3:0 przypominają jednak, że nie każdy mecz trzeba zamieniać w atrakcję dodatkową.
