Bisiwu stretchered off as initial assessment rules out a fracture
Jesse Bisiwu doznał urazu kostki i opuścił boisko na noszach. Pierwsza ocena wyklucza złamanie, ale Barcelonę czekają dalsze badania.
Barcelona zamknęła okno transferowe, rozdzieliła numery i mogła przez chwilę uwierzyć, że wszystkie elementy kadry znajdują się już na właściwych miejscach. Chwilę. Jesse Bisiwu, jeden z letnich nabytków, opuścił na noszach finał Copa Catalunya po niespełna dziesięciu minutach gry.
Pierwsza ocena stanu prawej kostki nie wskazuje na złamanie. To najważniejsza dobra wiadomość tego wieczoru. Nie jest to jednak oficjalna diagnoza. Dokładne badania mają zostać przeprowadzone w czwartek i dopiero wtedy Barcelona pozna rodzaj urazu oraz przewidywany czas przerwy.
PLAN WYTRZYMAŁ DZIESIĘĆ MINUT
Bisiwu znalazł się w podstawowym składzie Barça Atlètic na finał z CE Sabadell, rozgrywany na stadionie Nova Creu Alta. Pierwsza drużyna miała dzień wolny, dlatego spotkanie było dla 18-latka okazją do zebrania minut i utrzymania rytmu meczowego.
Plan skończył się niemal natychmiast.
Belg przeprowadził indywidualną akcję i założył piłkę między nogami Gonzalo Ávili, znanego jako „Pipa”. Obrońca Sabadell nadepnął go na prawą kostkę. Bisiwu od razu upadł, a jego reakcja nie pozostawiała większych wątpliwości. Nie był w stanie kontynuować gry ani samodzielnie zejść z boiska.
Po interwencji sztabu medycznego został umieszczony na noszach. Schodząc, zasłaniał twarz rękami i nie ukrywał łez. Zastąpił go Shane Kluivert.
NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ: TO PRAWDOPODOBNIE NIE ZŁAMANIE
„AS” informuje, że pierwsza ocena wyklucza możliwe złamanie. Mundo Deportivo dodaje, że w Barcelonie panuje ostrożny optymizm i klub liczy, że uraz nie okaże się poważny.
Na tym etapie nie można jednak mówić o potwierdzonej diagnozie. Barcelona nie opublikowała komunikatu medycznego, a stan więzadeł i pozostałych struktur stawu skokowego będzie można ocenić dopiero po szczegółowych badaniach.
Do czasu ich przeprowadzenia Bisiwu nie wróci do normalnych zajęć. Pod znakiem zapytania stoi również jego występ w pierwszym ligowym meczu Barça Atlètic przeciwko Náxarze. Spotkanie w Segunda Federación zaplanowano na niedzielę.
Nosze wyglądały źle. Pierwsze informacje brzmią znacznie lepiej. Teraz potrzebne są wyniki badań, a nie kolejne zgadywanie na podstawie jednego ujęcia.
OSIEM I PÓŁ MILIONA EURO I PLAN ŁĄCZENIA DWÓCH DRUŻYN
Barcelona sprowadziła Bisiwu z Club Brugge za około 8,5 miliona euro. Belg został włączony do kadry pierwszego zespołu z numerem 27, ale od początku zakładano, że będzie regularnie występował także w Barça Atlètic.
Hansi Flick chciał obserwować go podczas treningów z pierwszą drużyną, nie rezygnując przy tym z minut w zespole rezerw. Środowy finał miał być właśnie realizacją tego planu: treningi z największymi nazwiskami, mecze u Juliano Bellettiego i stopniowe oswajanie się z nowym poziomem.
Bisiwu podczas przygotowań zdążył pokazać swój potencjał. Zdobył dwie bramki w wygranym 5:2 sparingu w Bazylei, ale problemy związane z dokumentami i wizą opóźniły jego możliwość występu w oficjalnym meczu pierwszego zespołu.
BARCELONA CZEKA NA CZWARTEK
Kontuzja przyszła w najgorszym możliwym momencie. Bisiwu dopiero rozpoczynał rywalizację o miejsce w pierwszej drużynie, a jednocześnie miał być jedną z najważniejszych postaci zespołu rezerw.
Na razie nie ma podstaw, by zapowiadać długą przerwę. Nie ma też podstaw, by uznać sprawę za zamkniętą. Wstępne informacje o braku złamania przynoszą ulgę, ale o dalszym planie zdecydują czwartkowe badania.
Barcelona dopiero co zamknęła kadrę. Lista problemów, jak widać, nie zna terminu zamknięcia.
