Casado Niepewny Swojej Przyszłości
Marc Casadó chce zostać w Barcelonie. Piękna historia, prawda? Wychowanek, przywiązanie do barw, serce zostawione na boisku, romantyzm La Masii i te sprawy.
Problem w tym, że w Barcelonie „chcę zostać” oznacza mniej więcej tyle, co „proszę jeszcze nie wystawiać mnie na Transfermarkt w promocji 2+1”.
Casadó zapowiada rozmowę z Flickiem, klubem i agentami, bo najwyraźniej w tym wielkim projekcie sportowym trzeba najpierw ustalić, czy jesteś ważnym elementem drużyny, czy jednak kolejną pozycją w Excelu Deco. Jeszcze niedawno wychowankowie mieli być fundamentem przyszłości, a dziś fundament można sprzedać, jeśli akurat brakuje na rejestrację kolejnego marzenia Laporty.
Barça oczywiście wszystko przedstawi jako „trudną decyzję sportową”. Czyli po ludzku: gracz chce zostać, kibice kochają La Masię, trener może go lubi, ale księgowość patrzy na 20–30 milionów i już słyszy hymn Ligi Mistrzów.
Najzabawniejsze jest to, że w normalnym klubie rozmowa wychowanka z trenerem brzmi jak planowanie roli na sezon. W Barcelonie brzmi jak ostatnia audiencja przed wpisaniem do rubryki „aktywa do spieniężenia”.
Casadó chciałby walczyć o miejsce. Barcelona chciałaby walczyć o płynność finansową.
I chyba już wiemy, kto w tym klubie gra w pierwszym składzie.
