Gordon ma pięć asyst, ale w Barcelonie już uruchomiono licznik goli
Anthony Gordon nie strzelił jeszcze gola dla Barcelony, ale po pięciu oficjalnych występach ma już pięć asyst i prowadzi w klubowej klasyfikacji.
Anthony Gordon nie zdobył jeszcze bramki dla FC Barcelony. Wystarczyło pięć oficjalnych spotkań, aby ten fakt zaczął żyć własnym życiem, choć Anglik w tym samym czasie zanotował pięć asyst i został najlepszym podającym zespołu. Nowy skrzydłowy wykonuje więc swoją pracę, ale przy transferze wycenianym przez media na około 80 milionów euro sama użyteczność najwyraźniej nie wystarcza. Potrzebna jest jeszcze cyfra w odpowiedniej rubryce.
PIĘĆ MECZÓW, PIĘĆ ASYST
Według dziennika „AS” Gordon rozegrał dotychczas 271 minut w pięciu oficjalnych meczach Barcelony. Nie strzelił gola, ale zaliczył pięć asyst. Oznacza to, że średnio co 54 minuty uczestniczył w zdobyciu bramki przez podanie otwierające drogę do siatki.
Barcelona rozpoczęła sezon bardzo ofensywnie i zdobyła 22 bramki w pięciu spotkaniach. Gordon pozostaje jedynym nominalnym napastnikiem zespołu bez gola. Oczywiście właśnie na ten element najłatwiej skierować reflektor, bo pięć asyst brzmi jak solidna praca, a oczekiwanie na pierwsze trafienie można już zamienić w regularnie aktualizowaną opowieść.
FLICK DOSTAŁ TO, CZEGO POTRZEBOWAŁ
Brak bramki nie oznacza, że Gordon zawodzi. Hansi Flick docenia jego intensywność, pracę bez piłki oraz gotowość do pressingu. Anglik może występować na obu skrzydłach, a w razie potrzeby również na środku ataku. Szybko odnalazł się zatem w systemie wymagającym ciągłego ruchu i agresywnego odbioru.
To właśnie takich cech Barcelona szukała podczas letniego okna transferowego. Gordon trafił do klubu z Newcastle United, podpisując pięcioletni kontrakt. Oficjalnie nie ujawniono wartości transakcji. Według brytyjskich mediów podstawowa kwota wyniosła około 80 milionów euro, do czego mogą dojść bonusy.
MÓGŁ STRZELIĆ, WYBRAŁ LEPSZĄ OPCJĘ
Gordon był blisko premierowego gola w spotkaniu z Elche. Znalazł się w dogodnym położeniu, ale zamiast kończyć akcję, podał do lepiej ustawionego Fermína Lópeza. Hiszpan wykorzystał okazję, a decyzja Anglika spotkała się z uznaniem kibiców i kolegów z drużyny.
Ta sytuacja dobrze pokazuje różnicę między grą dla zespołu a budowaniem indywidualnych statystyk. Gordon mógł spróbować zamknąć medialną dyskusję jednym strzałem. Wybrał jednak rozwiązanie dające Barcelonie większą szansę na zdobycie bramki. W teorii właśnie za takie decyzje płaci się duże pieniądze. W praktyce licznik nadal pokazuje zero, więc temat może pracować dalej.
PROBLEM, KTÓREGO JESZCZE NIE MA
Pierwszy gol Gordona pozostaje kwestią otwartą, ale jego początek w Barcelonie trudno przedstawiać jako nieudany. Pięć asyst w pięciu występach, szybkie dostosowanie do systemu Flicka i regularny udział w akcjach bramkowych są konkretnymi argumentami na korzyść Anglika.
Presja będzie jednak rosła razem z liczbą meczów bez trafienia. Tak działa otoczenie Barcelony: najpierw transfer otrzymuje efektowną oprawę, później rozpoczyna się odliczanie, a na końcu każdy kolejny występ ma potwierdzać sukces albo uruchamiać alarm. Gordon na razie daje drużynie dokładnie to, czego potrzebuje. Problem w tym, że pięć asyst znacznie trudniej sprzedać jako kryzys niż okrągłe zero w klasyfikacji strzelców.
