Gordon wygryza rashforda. W Barcelonie zero bramek wystarczy do zachwytu
Anthony Gordon miał być jednym z tych nazwisk, które Barcelona obserwuje z coraz większym zainteresowaniem. Dynamiczny, pracowity, intensywny, pasujący do futbolu Flicka. Brzmi znajomo. W Katalonii takie opisy zwykle pojawiają się tuż przed momentem, w którym ktoś musi wytłumaczyć, dlaczego zawodnik bez wielkich liczb nagle staje się „profilem idealnym”.
I właśnie dlatego historia Gordona jest dla Barcelony tak wygodna.
Według hiszpańskich mediów Anglik miał wygrać rywalizację z Marcusem Rashfordem. Nie dlatego, że zasypał Mundial bramkami. Nie dlatego, że został liderem ofensywy. Nie dlatego, że wziął turniej na plecy. Gordon wygryzł Rashforda, strzelając dokładnie zero goli.
W normalnym klubie byłby to powód do ostrożności. W Barcelonie to już niemal manifest sportowy.
Bo jeśli coś idealnie pasuje do obecnej narracji wokół Barçy, to właśnie ofensywny piłkarz, którego można chwalić za wszystko oprócz najważniejszego. Intensywność? Jest. Praca bez piłki? Jest. Ruch między liniami? Jest. Możliwość napisania, że „daje drużynie więcej niż statystyki”? Oczywiście, że jest. Bramek nie ma, ale za to opowieść trzyma się znakomicie.
