Hiszpania Wygrywa, ale Barça nie Ma z Czego Robić Święta.
Hiszpania spokojnie ograła Austrię 3:0 i zameldowała się w kolejnej rundzie mundialu. Wynik pewny, awans bez większego dramatu, ale z perspektywy Barcelony? Trudno tu odpalać fanfary.
Bo ten mecz nie miał barcelońskiego podpisu.
Gole? Oyarzabal, Pedro Porro, znowu Oyarzabal. Największe konkrety? Poza piłkarzami Barçy. Największy wpływ na wynik? Również poza piłkarzami Barçy.
A żeby było jeszcze zabawniej — swoje dołożył nawet gracz Realu, Marc Cucurella, który miał udział przy akcjach bramkowych Hiszpanii. Czyli kiedy reprezentacja La Roja robiła robotę, narrację pisali głównie ludzie spoza Barcelony.
Pedri był na boisku, Lamine Yamal też próbował coś szarpnąć, Cubarsí zaliczył swoją obecność w defensywie, ale prawda jest brutalna: żaden z nich nie był głównym bohaterem tego spotkania. Żaden nie przykleił sobie tego meczu do nazwiska. Żaden nie zrobił akcji, po której jutro pół świata będzie mówić: „to był wieczór Barcelony”.
I właśnie to boli najbardziej.
Hiszpania idzie dalej, ale narrację piszą inni. Barça ma reprezentantów, ma talent, ma nazwiska, ale w takim meczu oczekiwania są większe niż tylko „był na boisku” albo „pokazał się momentami”.
To był awans Hiszpanii. Nie pokaz siły Barcelony.
A jeśli ktoś chciał po tym meczu budować propagandę o dominacji La Masii na mundialu, to niestety — musi poczekać na kolejny odcinek.
