Jesse Bisiwu zatrzymany przez wizę. LaLiga jeszcze nie dała zgody
Jesse Bisiwu trenuje z Barça Atlètic, ponieważ nadal czeka na zgodę LaLigi. Barcelona zamierza szybko włączyć 18-latka do pierwszego zespołu.
Jesse Bisiwu podpisał kontrakt, został zaprezentowany, zadebiutował w barwach Barcelony i trafił nawet do kadry pierwszego zespołu na oficjalnej stronie klubu. Do pełnego szczęścia brakuje już tylko drobiazgu: zgody na normalne funkcjonowanie. Tym razem rachunki się zgadzają, ale nie zgadzają się dokumenty.
Jak informuje „Mundo Deportivo”, 18-letni skrzydłowy nie otrzymał jeszcze autoryzacji LaLigi. Powodem nie jest limit wynagrodzeń, lecz przeciągające się formalności związane z jego wizą. Do czasu ich zakończenia Belg pracuje z Barça Atlètic.
Barcelona nie zamierza jednak odkładać Bisiwu na półkę. W środę zawodnik ma wystąpić w towarzyskim meczu rezerw z Reusem na Estadi Johan Cruyff. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 19:00, a dla młodego skrzydłowego będzie kolejną okazją do złapania minut.
Plan klubu pozostaje jasny. Bisiwu ma regularnie znajdować się w dynamice pierwszego zespołu i trenować pod okiem Hansiego Flicka. Licencja Barça Atlètic pozwoli mu jednocześnie grać w rezerwach, kiedy w seniorskiej drużynie zabraknie dla niego miejsca. To rozsądne rozwiązanie dla 18-latka, pod warunkiem że urzędowa część operacji w końcu dogoni sportową.
Bisiwu został piłkarzem Barcelony pod koniec lipca, podpisując umowę obowiązującą do 30 czerwca 2031 roku. Od razu dołączył do drużyny podczas zgrupowania w St. George’s Park, a później został oficjalnie zaprezentowany w obecności Joana Laporty, Deco i przedstawicieli klubowej komisji sportowej.
Zdążył także pokazać się na boisku. Zadebiutował w przedsezonowym spotkaniu z Udinese, a później zdobył dwie bramki przeciwko FC Basel. Szybkość, bezpośredni drybling i odwaga w pojedynkach sprawiły, że Flick widzi dla niego miejsce blisko pierwszej drużyny.
Na oficjalnej stronie Barcelony Bisiwu figuruje już w kadrze seniorów z numerem 27. Na murawie również zdążył się pojawić. Obecny problem nie dotyczy więc decyzji trenera ani sportowej oceny zawodnika. Brakuje wyłącznie administracyjnego zielonego światła.
W normalnym klubie byłaby to krótka informacja organizacyjna. W Barcelonie każdy brakujący dokument automatycznie uruchamia wspomnienia kilku poprzednich okien transferowych. Warto jednak zaznaczyć różnicę: według aktualnych informacji nie jest to kolejna walka z limitem finansowym LaLigi, lecz sprawa wizowa.
Klub zakłada, że formalności zostaną zakończone i Bisiwu szybko wróci do treningów z pierwszym zespołem. Na razie będzie grał w rezerwach. Barcelona ma zawodnika, kontrakt, numer i konkretny plan. Teraz potrzebuje jeszcze pieczątki, czyli elementu, który w tym klubie zadziwiająco często okazuje się najtrudniejszy.
