Julián Álvarez albo nikt. Barcelona odkłada plan B
Barcelona wydłuża czas na transfer Juliána Álvareza i nie chce napastnika na przeczekanie. Jeśli Atlético nie ustąpi, klub może poczekać do stycznia.
Termin minął, ale w Barcelonie najwyraźniej nikt nie zamierza przejmować się terminem. Klub miał czekać na przełom w sprawie Juliána Álvareza do poniedziałku 24 sierpnia, a później rozpocząć pracę nad alternatywami. Jest wtorek, przełomu nie ma, za to cierpliwość została oficjalnie nieoficjalnie przedłużona.
Jak podają źródła cytowane przez Barca Blaugranes, Hansi Flick i Deco są gotowi czekać na Álvareza aż do końca letniego okna transferowego. Barcelona nie porzuciła swojego głównego celu i ma wykorzystać każdą okazję, jeżeli Atlético Madryt w ostatnich dniach zmieni stanowisko.
To spora zmiana względem wcześniejszego planu. Jeszcze kilka dni temu La Vanguardia informowała, że klub wyznaczył sobie termin do poniedziałku. Po jego upływie Deco miał ruszyć po innego środkowego napastnika. Na liście pojawiali się między innymi Lautaro Martínez oraz Nicolò Tresoldi. Teraz coraz więcej wskazuje na to, że ta lista może spokojnie wrócić do szuflady.
Według The Athletic istnieje duża szansa, że Barcelona nie sprowadzi tego lata żadnego napastnika, jeśli nie uda się pozyskać Álvareza. Dostępne opcje nie przekonują wszystkich osób odpowiedzialnych za transfery, a klub nie chce wydawać dużych pieniędzy na zawodnika, który nie poprawi jakości zespołu.
Podobne informacje przekazuje „Sport”. Barcelona nie zamierza kupować napastnika tylko po to, żeby w ostatnim tygodniu okna pojawiło się nowe nazwisko i zdjęcie z podpisania kontraktu. Klub nie chce przepłacać za rozwiązanie tymczasowe ani inwestować w piłkarza bez odpowiednich gwarancji sportowych.
Brzmi rozsądnie. Problem w tym, że jeszcze niedawno Flick publicznie mówił o potrzebie sprowadzenia nowej dziewiątki, a Deco zapewniał, że klub prawdopodobnie wykona ruch. Po odejściu Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa Barcelona została bez klasycznego następcy Polaka. Anthony Gordon, Karim Adeyemi, Raphinha i Dani Olmo mogą występować bliżej środka, ale żaden z nich nie został sprowadzony jako podstawowy środkowy napastnik.
Álvarez pozostaje wyborem numer jeden. Argentyńczyk chce opuścić Atlético i marzy o grze dla Barcelony, lecz jego klub nadal nie zamierza sprzedawać go bezpośredniemu rywalowi. Napastnik ma kontrakt do 2030 roku oraz klauzulę odstępnego wynoszącą 500 milionów euro. Atlético odrzuciło ofertę Barcelony opiewającą na 100 milionów i publicznie podkreślało, że nie chce negocjować.
Sytuacji nie uspokoił ostatni mecz z Villarrealem. Álvarez został wygwizdany przez kibiców Atlético podczas prezentacji składu, rozgrzewki, wejścia na boisko i właściwie każdego kontaktu z piłką. Barcelona uważa, że klub z Madrytu ma teraz problem, którego nie da się rozwiązać samym powtarzaniem, że zawodnik nie jest na sprzedaż.
Na razie nie oznacza to jednak, że Atlético zmieniło stanowisko. Álvarez pozostaje jego piłkarzem, a Barcelona nadal nie ma porozumienia w sprawie transferu. Różnica polega wyłącznie na tym, że Katalończycy postanowili czekać dłużej, niż wcześniej zapowiadano.
Jeżeli operacja nie dojdzie do skutku przed zamknięciem okna, klub może wrócić po Argentyńczyka w styczniu. Do tego czasu Flick będzie musiał korzystać z rozwiązań wewnętrznych. Nowa dziewiątka była potrzebna, potem stała się priorytetem, później dostała termin, a teraz może spokojnie poczekać pół roku.
W Barcelonie Plan A wciąż żyje. Plan B wygląda natomiast jak zawodnik, którego nie udało się zarejestrować: wszyscy o nim mówią, ale nikt jeszcze go nie widział.
Źródła: The Athletic, La Vanguardia, Sport, Barca Blaugranes
