Lamine Kontra Cristiano
Hiszpania gra z Portugalią, Lamine Yamal ma stanąć naprzeciwko Cristiano Ronaldo, a w Barcelonie pewnie już od rana drukują specjalne plansze:
„NASZ WYCHOWANEK KONTRA LEGENDA FUTBOLU”.
Bo kiedy klubowa rzeczywistość boli, zawsze można przykleić się do reprezentacji.
Pedri dobrze poda? To DNA Barçy.
Cubarsí wybije piłkę? To La Masia.
Lamine zrobi drybling? To projekt Flicka działa.
Hiszpania wygra? Barcelona wychowała pół świata.
Hiszpania przegra? No cóż, piłkarze byli zmęczeni sezonem.
Najpiękniejsze jest to, że naprzeciwko stanie Cristiano Ronaldo. Człowiek, który dla kibiców Barcelony miał być „skończony” jakieś 12 lat temu, a dalej pojawia się w najważniejszych narracjach, dalej sprzedaje emocje i dalej wystarczy wymienić jego nazwisko, żeby połowa Katalonii dostała wysypki.
A Lamine? Wielki talent, wiadomo. Tylko że Barcelona już robi z niego jednocześnie skrzydłowego, zbawcę projektu, argument w debacie z Realem, twarz marketingu, plan finansowy i plaster na każdą kompromitację.
Chłopak ma grać z Portugalią, a nie spłacać długi Laporty.
Ale spokojnie. Jeżeli Lamine zagra dobrze, to Barça ogłosi, że to dowód na potęgę La Masii. Jeżeli Cristiano zrobi swoje, to usłyszymy, że futbol jest niesprawiedliwy, sędzia miał zły dzień, a murawa była za bardzo madrycka.
W Barcelonie nawet mecz Portugalia–Hiszpania potrafi być kolejnym odcinkiem serialu:
„Jak dopisać sobie cudzy sukces do klubowej gabloty”.
