Mourinho nie potrzebował Rodriego
José Mourinho potrzebował dwóch dni, żeby Rodri awansował z zawodnika, którego Real Madryt podobno nie potrzebuje, do „wisienki na torcie”. To nadal nie jest oficjalne przyznanie się do transferowej porażki. W Madrycie takie dokumenty prawdopodobnie nawet nie istnieją.
Portugalczyk wrócił do tematu reprezentanta Hiszpanii podczas konferencji przed ligowym spotkaniem z Espanyolem. Przyznał, że Rodri byłby dla jego zespołu znakomitym dodatkiem.
– Niczego nam nie brakuje. Rodri byłby wisienką na torcie. To świetny zawodnik z dużym doświadczeniem, ale kiedy masz Tchouaméniego, Valverde, Bernardo czy Ardę, którzy mogą występować na tych pozycjach, zdajesz sobie sprawę, że nie będziemy mieli żadnych problemów – powiedział Mourinho.
Sama wypowiedź brzmi rozsądnie. Real rzeczywiście ma wiele jakościowych rozwiązań w środku pola. Robi się ciekawiej, gdy zestawimy ją ze słowami Portugalczyka wypowiedzianymi po sfinalizowaniu transferu Rodriego do Barcelony.
Mourinho ujawnił w rozmowie z „El Chiringuito”, że dwukrotnie rozmawiał z pomocnikiem, a Real Madryt złożył mu bardzo dobrą ofertę. Rodri miał jednak wątpliwości, które – jak elegancko wyjaśnił trener – wywołały wątpliwości również po stronie Realu.
– Real Madryt jest tak wielki, że nie może mieć zawodników, którzy muszą się dwa razy zastanawiać. Kontaktujesz się z piłkarzem, a on pyta: „Kiedy mam przyjechać?”. Tak to działa – przekonywał Mourinho.
Na koniec padło jeszcze stanowcze: „Nie potrzebuję Rodriego”. Kadra była kompletna, okno transferowe właściwie zamknięte, a brakujące ogniwo nagle przestało być brakującym ogniwem. Klasyczna procedura po transferze, który zakończył się podpisem złożonym w innym klubie.
Nie ma tutaj pełnej sprzeczności. Wisienka na torcie z definicji nie jest czymś niezbędnym. Mourinho może jednocześnie uważać obecną kadrę za wystarczająco mocną i przyznawać, że Rodri jeszcze bardziej podniósłby jej poziom. Tyle że Real nie rozmawiał z Hiszpanem dwa razy i nie składał mu ważnej oferty wyłącznie po to, żeby uprzejmie sprawdzić, czy ma wolny wieczór.
Rodri ostatecznie wybrał Barcelonę i podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2030 roku. Podczas prezentacji zapewnił, że przenosiny do katalońskiego klubu od początku były jego pierwszym wyborem. Mourinho odpowiedział, że zwycięstwa odnosi się na boisku i potwierdza trofeami, a nie transferami. Trudno się z tym nie zgodzić.
Do rozpoczęcia rywalizacji na boisku pozostało jednak trochę czasu. Na razie Barcelona ma Rodriego, a Real ma wystarczająco dużo dobrych pomocników, żeby tłumaczyć, że właściwie wcale go nie potrzebował. Choć oczywiście na torcie wyglądałby znakomicie.
