Olmo uderza w Atlético. Transfer upadł, ale opowieść o Juliánie trwa
Dani Olmo nie rozumie, dlaczego Atlético zablokowało transfer Juliána Álvareza do Barcelony. „Julián był bardzo jasny”.
Barcelona nie sprowadziła Juliána Álvareza, lecz temat Argentyńczyka najwyraźniej nie został objęty zamknięciem okna transferowego. Dani Olmo wrócił do nieudanej operacji i otwarcie przyznał, że nie rozumie decyzji Atlético Madryt. Według pomocnika Barça napastnik jasno przedstawił swoje marzenie, ale na drodze stanęły „zewnętrzne okoliczności”.
Olmo wypowiedział się podczas uroczystości w Terrassie, gdzie został uhonorowany po zdobyciu mistrzostwa świata z reprezentacją Hiszpanii. Pytania szybko zeszły jednak z mundialu na transfer, który przez całe lato miał rozpalać Barcelonę, a ostatecznie nie wyszedł poza etap nacisków, deklaracji i oczekiwania na zmianę stanowiska Atlético.
JULIÁN BYŁ JASNY, ATLÉTICO JESZCZE BARDZIEJ
– Nie rozumiem tego. Wszyscy mamy swoje marzenia, a Julián był bardzo jasny. Później pojawiają się jednak zewnętrzne okoliczności i tak było w tym przypadku. Nie trzeba nawet mówić, o co chodzi – stwierdził Olmo.
Z punktu widzenia Barcelony sprawa wygląda więc prosto: Álvarez chciał transferu, klub chciał Álvareza, a Atlético nie zechciało współpracować przy realizacji wspólnego marzenia. Zabrakło tylko tego najmniej romantycznego elementu całej operacji – zgody właściciela kontraktu.
Atlético przez całe lato utrzymywało, że nie zamierza sprzedawać najważniejszego napastnika ligowemu rywalowi. Barcelona liczyła, że presja otoczenia zawodnika, osobiste preferencje Argentyńczyka i kolejne medialne terminy skłonią madrycki klub do negocjacji. Nie skłoniły.
W tej sytuacji określenie „zewnętrzne okoliczności” brzmi wyjątkowo elegancko. Atlético miało piłkarza, ważny kontrakt i własny plan sportowy. Barcelona miała marzenie. Przy stole negocjacyjnym te argumenty nie ważą dokładnie tyle samo.
OKNO ZAMKNIĘTE, NARRACJA NADAL OTWARTA
Ostatecznie Barcelona zrezygnowała z oczekiwania na Álvareza i sprowadziła Gabriela Jesusa z Arsenalu za 10 milionów euro plus zmienne. Brazylijczyk podpisał kontrakt do 2029 roku i zamknął letnie okno klubu.
Nie zamknął jednak dyskusji o tym, dlaczego pierwszego wyboru nie udało się sprowadzić. Słowa Olmo wpisują się w wygodną wersję wydarzeń: zawodnik zrobił wszystko, Barcelona była gotowa, lecz Atlético nie pozwoliło operacji ruszyć.
Problem polega na tym, że odmowa sprzedaży własnego piłkarza nie jest transferowym wykroczeniem. Atlético nie miało obowiązku wzmacniać bezpośredniego rywala ani otwierać negocjacji tylko dlatego, że z Barcelony regularnie nadchodziły sygnały o kolejnym terminie, ultimatum lub przekonaniu, że Álvarez w końcu postawi sprawę na ostrzu noża.
Argentyńczyk pozostał w Madrycie. Barcelona wydała latem około 175 milionów euro, zamknęła kadrę i rozpoczęła sezon bez napastnika, który przez wiele tygodni przedstawiany był jako najważniejszy cel Flicka i Deco.
OLMO DOCENIA WZMOCNIENIA REALU
Pomocnik Barcelony odniósł się również do Realu Madryt. Przyznał, że drużyna José Mourinho dobrze wykorzystała okno transferowe i ponownie przystępuje do sezonu z zamiarem wygrania wszystkich rozgrywek.
– Real dobrze się wzmocnił. Jak każdego roku, wychodzi z zamiarem wygrania wszystkiego, tak samo jak my – powiedział Olmo.
To już część wypowiedzi, w której nie trzeba szukać ukrytych okoliczności. Real wzmocnił kadrę, Barcelona zrobiła własne zakupy, a Atlético zatrzymało swojego napastnika. Każdy klub podjął decyzje zgodne ze swoim interesem.
Żal po nieudanym transferze może pozostać. Podobnie jak przekonanie, że Álvarez naprawdę chciał grać w Barcelonie. Samo pragnienie piłkarza nie zmienia jednak kontraktu w formularz wypowiedzenia.
Okno zostało zamknięte. Atlético zatrzymało Juliána, Barcelona sprowadziła Gabriela Jesusa, a Olmo nadal nie rozumie decyzji madryckiego klubu. Madrycki klub prawdopodobnie rozumie ją doskonale.
