Sześciu debiutantów i dziesięć minut Espíego
Real Madryt wydał tego lata ogromne pieniądze, przebudował kilka formacji i oddał José Mourinho kadrę znacznie szerszą niż lista zawodników, którym Portugalczyk rzeczywiście zamierza ufać. Pierwszy oficjalny mecz dał już konkretną wskazówkę. Przeciwko Espanyolowi zagrało wszystkich sześciu nowych piłkarzy, a zwycięstwo zapewnił ten, którego sprowadzono bez wielkiej prezentacji i obietnicy zmiany całej epoki.
Denzel Dumfries, Ibrahima Konaté i Bernardo Silva rozpoczęli spotkanie w podstawowym składzie. W drugiej połowie na boisku pojawili się Marc Cucurella, Yan Diomande oraz Carlos Espí. Mourinho nie czekał z rozpakowaniem nowych nabytków. W pierwszym meczu od razu wykorzystał cały letni zestaw.
Najlepiej spośród debiutujących w pierwszym składzie wypadł Konaté. Francuz miał 89 kontaktów z piłką, najwięcej ze wszystkich zawodników Realu Madryt, a 75 podań wykonywał z 97-procentową skutecznością. Do tego dołożył dziewięć działań defensywnych. Jak na środkowego obrońcę, który miał za sobą krótki okres przygotowawczy i od razu został wysłany do podstawowego składu, obyło się bez długiego okresu zapoznawczego.
Dumfries rozpoczął mecz kosztem Trenta Alexandra-Arnolda i regularnie pojawiał się wysoko po prawej stronie. Bernardo Silva dostał miejsce obok Federico Valverde, co pokazało, że Mourinho już teraz widzi w Portugalczyku jednego z podstawowych organizatorów gry. Cucurella oraz Diomande weszli przy wyniku 1:1, kiedy Real potrzebował świeżości i większej liczby zawodników w pobliżu pola karnego.
Najwięcej powiedziała jednak ostatnia zmiana. Espí zastąpił Jude’a Bellinghama w 80. minucie. Dziesięć minut później wykorzystał niezdecydowanie obrońców Espanyolu, ominął Marko Dmitrovicia i strzelił pierwszego oficjalnego gola dla Realu Madryt.
Dokładnie dziesięciu minut potrzebował również Endrick, aby zdobyć bramkę podczas oficjalnego debiutu w sierpniu 2024 roku. Brazylijczyk trafił wtedy przeciwko Realowi Valladolid. Espí nie potrzebował wiele więcej: jednego wejścia z ławki, kilku kontaktów z piłką i pierwszej poważnej okazji.
Jego rola od początku była jasna. Real nie sprowadzał kolejnego napastnika do rywalizacji z Kylianem Mbappé o miejsce na środku plakatu. Mourinho chciał klasycznej dziewiątki, która może wejść na końcówkę, zająć obrońców i zamienić chaotyczną akcję w gola. Pierwszy test wyglądał niemal zbyt podręcznikowo.
To również kolejny sezon, w którym Real rozpoczyna ligę bez porażki. Ostatni raz madrytczycy przegrali swój pierwszy mecz w 2008 roku, gdy ulegli Deportivo La Coruña 1:2. Od tamtej chwili zmieniali się trenerzy, składy i całe projekty, ale ten zwyczaj pozostał nienaruszony.
Nie każdy z sześciu debiutantów od razu zachwycił. Nie musiał. Najważniejsze dla Mourinho jest to, że nowe transfery nie pozostały ozdobą ławki, a jeden z nich już w pierwszym meczu dostarczył dokładnie to, po co został sprowadzony. Carlos Espí wszedł jako plan awaryjny i po dziesięciu minutach zakończył wieczór w roli głównej.
