Tylko stłuczenie. Jesse Bisiwu uniknął poważnej kontuzji
Badania Jessego Bisiwu wykluczyły poważną kontuzję. Piłkarz Barcelony doznał stłuczenia lewego uda i powinien szybko wrócić do treningów.
Obrazki z finału Copa Catalunya wyglądały bardzo źle. Jesse Bisiwu opuścił boisko na noszach, później poruszał się o kulach i miał założony but ochronny. Barcelona mogła obawiać się dłuższej przerwy jednego ze swoich najbardziej obiecujących letnich nabytków. Dodatkowe badania przyniosły jednak dobre wiadomości: 18-latek doznał jedynie stłuczenia lewego uda.
Klub przekazał, że powrót skrzydłowego do treningów powinien nastąpić w krótkim czasie. Nie podano dokładnej daty ani liczby spotkań, które może opuścić. Najważniejsze jest jednak wykluczenie poważnego urazu.
OBRAZKI WYGLĄDAŁY GROŹNIE
Bisiwu znalazł się w podstawowym składzie Barça Atlètic na finał Copa Catalunya przeciwko CE Sabadell. Jego występ trwał zaledwie kilkanaście minut. Po mocnym wejściu Pipy młody zawodnik upadł na murawę i natychmiast poprosił o pomoc medyczną.
Belg próbował jeszcze dojść do siebie, ale szybko stało się jasne, że nie będzie mógł kontynuować gry. Opuścił boisko na noszach, zasłaniając twarz. W drugiej połowie wrócił w okolice ławki rezerwowych o kulach i z usztywnioną nogą.
Pierwsze oględziny pozwoliły wykluczyć złamanie, ale dopiero badania przeprowadzone następnego dnia miały dać pełniejszą odpowiedź. Barcelona poinformowała, że uraz okazał się wyłącznie stłuczeniem lewego uda.
Po środowym alarmie czwartkowy komunikat medyczny pozwolił więc wszystkim nieco obniżyć puls. Tym razem nosze, kule i but ochronny nie oznaczały początku wielomiesięcznej rehabilitacji.
POWRÓT MA NASTĄPIĆ SZYBKO
Barcelona nie określiła dokładnego terminu powrotu Bisiwu. Klub ograniczył się do informacji, że zawodnik powinien ponownie trenować z zespołem w krótkim czasie. Jego dyspozycja będzie oceniana na bieżąco.
Oznacza to, że 18-latek prawdopodobnie opuści najbliższe zajęcia i może nie wystąpić w pierwszym ligowym spotkaniu Barça Atlètic, ale na obecnym etapie nic nie wskazuje na dłuższą przerwę.
To szczególnie ważne ze względu na moment, w którym doszło do urazu. Bisiwu dopiero rozpoczyna swój pierwszy sezon w Barcelonie i walczy o pozycję w hierarchii młodych zawodników obserwowanych przez Hansiego Flicka. Każdy tydzień spędzony poza boiskiem utrudniałby mu wykorzystanie dobrego początku.
FLICK JUŻ MU SIĘ PRZYGLĄDAŁ
Bisiwu trafił do Barcelony latem z Club Brugge i podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2031 roku. Podstawowym miejscem jego rozwoju ma być Barça Atlètic, ale młody skrzydłowy od początku otrzymywał możliwość pracy z pierwszą drużyną.
Belg uczestniczył w przygotowaniach pod okiem Flicka i pokazał szybkość, odwagę w pojedynkach oraz umiejętność tworzenia przewagi na skrzydle. To właśnie te cechy sprawiły, że Barcelona postanowiła pozyskać go jeszcze przed wejściem w seniorski futbol na najwyższym poziomie.
W klubie liczą, że regularne występy w rezerwach pozwolą mu stopniowo przygotować się do gry w pierwszym zespole. Krótka przerwa nie powinna zmienić tego planu.
JEDEN ALARM MOŻNA WYŁĄCZYĆ
Barça Atlètic przegrała finał z Sabadell 1:2 po bramce straconej w 87. minucie, ale bezpośrednio po spotkaniu wynik zszedł na dalszy plan. Największy niepokój wywołał stan Bisiwu.
Teraz wiadomo już, że młody zawodnik uniknął najgorszego. Nie ma złamania ani poważnego uszkodzenia, które wymagałoby wielomiesięcznego leczenia. Pozostają odpoczynek, obserwacja reakcji organizmu i stopniowy powrót na boisko.
Barcelona tego lata uruchomiła wystarczająco dużo alarmów. Ten przynajmniej można szybko wyłączyć.
